Przejdź do treści

Dwoje odnalezionych

Miłosne
Okładka: Dwoje odnalezionych
Tylko na chwilę uchyliłem okno Chciałem przez moment choć troszkę zmoknąć Powietrze chłodne, przyjemne błogie Zalało twarz moją, gasząc jej ogień Za oknem ulica, szara dziś jeszcze Leniwie zroszona styczniowym deszczem Na środku drogi dziecko dojrzałem Lat może z siedem, tak wtedy myślałam Środeczkiem drogi wzdłuż podążało Spokojnym krokiem, choć butków nie miało I wnet mnie dostrzegło, zwolniło, stoi Naprzeciw okna, i mnie się nie boi Ręce do nieba wysoko wznosi Uśmiechem na twarzy i milczeniem prosi Miałem wrażenie, że jesteśmy sami Choć miliony ludzi są między nami Że nikt nas nie widzi, lub widzieć nie chce Spojrzeć nie może, nawet gdy zechce Już wszystko wiedziałem, bez słów się obyło To już się przecież kiedyś zdarzyło Znałem to dziecko, znałem tą drogę Dlaczego sam nigdy, pojąć nie mogę Nie próbowałem iść tak jak ten mały Iść środkiem drogi, choć krople by grały Chcę iść mimo wszystko, i choćby nawet Nikt mnie nie widział, to przez przypadek Dojrzy ktoś drogę, wąską, jedyną Zobaczy twarz moją, a ja się zatrzymam I znowu przez chwilę będziemy sami Wpatrzeni w siebie, a między nami Tłum ludzi będzie, śpiących, spragnionych Który nie ujrzy nas, dwóch znalezionych Wszystko jak wcześniej znów będzie jasne Będziesz znał prawdę o ulicy ciasnej Długo Ci znaną, lecz nie tej jej stornie Uśmiechać się będziesz, uniesiesz dłonie Staniesz się dzieckiem lat beztroskich, pięknych Bo ktoś cię odwiedził, mimo drzwi zamkniętych Bo ktoś cię dostrzegł, spojrzał na okno On cię odnalazł, to nic, że moknął
75 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie