Przejdź do treści

gwałtownie

zapachniało mi kupą była jesień będzie problem pomyślałem szedłem przez park przestałem palić już kilka lat wczesnym popołudniem a zresztą teraz już opakowania mijałem śpieszących nie miałem chusteczek i chyłkiem poruszających się nie pozostało nic innego kilku przechodniów z koszmaru ulicy wiązów poszukać liści jak jakieś senne mary w głębi pośród drzew kucnąłem po chwili było już po wszystkim użyłem liścia „kasztanowca” jego kształt przywołał dawne obrazy ... był maj środek wiosny właśnie skończyła się wojna stałem na dworcu w Offenburgu... czekałem na pociąg do Karlsruhe dookoła kręciło się mnóstwo amerykańskich żołnierzy pośród nich było wielu Murzynów ich szaleńcza jazda Jeepami z nogami na kierownicy zamiast rąk wzbudzała podziw i przyprawiała o dreszcze ale jakimś cudem nie doszło nigdy do wypadku... jeden z nich zatrzymał się przede mną... popatrzył chwilę sięgnął do lewej kieszeni kurtki wyciągnął dziwnie wyglądającego jakby wymiętego papierosa - cigarette? - danke! sięgnąłem - you are deutche? - nein, Pole ...uśmiechnął się szeroko i na odchodne rzucił mi paczkę Lucky Strike... bez fitra... ... do domu dotarłem wieczorem
62 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

zyga66 11 lat temu
druga część
4 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie