Przejdź do treści

szukając

Miłosne
Wstyd swój skrywając pod bawełną piżamy, wyskoczyłem (z pominięciem okna) z łóżka, z mieszkania, wreszcie z windy na mróz głęboki, w ciszę dosyć srogą. Sąsiad-spacerowicz: w milczeniu wyjący do księżyca, wczoraj tak władczy w kolejce do piekarni, wydał mi się tym razem zwyczajnie spłukany. Opuściwszy wspólną klatkę, zdążyłem wymienić z psem faceta porozumiewawcze gesty zniewolonych. Krok miałem taki jakiś... inny: taki, jak mój sen, a może nawet taki, jak cały ja ostatnimi dobami - nerwowy. Nagie obolałe stopy rozmiaru 43 poprowadziły mnie w stronę podwórka. Tam: dwie godziny szczękania zębami na nic się zdały, bo podwórko... było bezludne, bo nie znalazłem. Nie znalazłem tam Twoich słodkich nóg i rąk. Nie znalazłem ciała tam, gdzie czekać mnie miało: w puchu ciężkim i białym, który tegorocznej zimy nie dotknął naszego podwórka ni razu.
88 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

ryty 11 lat temu
to pidżamy jeszcze czy kiedyś piżamy?
- ale wracając do wiersza :)

dobre!!
zwłaszcza ostatnia zwrotka; anielska :))
S
sexspeare--o^ 11 lat temu
dziękuję, czasem może zainspirować nie obecność czegoś, ale jej brak. Tak jest ze śniegiem, tak jest z kobietą. Pzdr

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie