Przejdź do treści

Tragedia Czeskiego (fragmenty)

Tragedia Czeskiego (fragmenty) Dramatis Personae: Czeski Spycigniew Ojciec Czeskiego Igła Kobza Pani Kaszuba Marszałek Akt I Salon w pałacu Spycigniewa. Spycigniew stoi przy onknie i spogląda zamyślony na ogród. Przy stole zastawionym serwisem do kawy siedzą Czeski, ojciec Czeskiego, Igła, Kobza, Pani Kaszuba, przy drzwiach stoi Marszałek.Panuje cisza. Kobza zaczyna głośno siorbać kawę, Igła sięga po ciastko, pozostali spoglądają w kierunku Spycigniewa, ten odwraca się od okna i zaczyna przemowę, lekko podniesionym głosem. Spycigniew Czy wy sobie zdajecie sprawę z tego, co ja z wami chciałbym zrobić? Każdemu z osobna chciałbym du*pę skopać, począwszy od Kobzy, a skończywszy na Czeskim. Czy istnieje, aby jedna rzecz, której byście nie spier*dolili, jedna jedyna? Otóż nie, nie umiecie nic, zupełnie nic. Po co ja was w ogóle trzymam. Kobza przestań siorbać ćwoku zatracony, myślisz, że nie wiem, co knujesz, Igła przynajmniej wie, co do niej należy, a ty się ciągle głupawo śmiejesz i podskaujesz, jak wsza na grzebieniu. Kobza Ależ ekscelencjo, ja bardzo przepraszam, ale zawsze byłem lojalny i robię wszystko... Spycigniew Zamilcz, bo naprawdę nie wytrzymam. Zwraca się do ojca Czeskiego. Spycigniew I co, to tak synalka wyuczyłeś, tak? Bywa na salonach, umie się wysłowić, tak? Gdyby wziął mordę w kubeł, to by coś z tego było, a tak, tylko wstyd i pośmiewisko, tragedia, tragedia. Czeski To moja wina ekscelencjo, proszę nie winić ojca, biorę to na siebie. Spycigniew Tak? A może ja was obu wypier*dolę na zbity pysk, nieudacznicy! Co ja z wami mam, no co ja z wami mam. Zwraca się do pani Kaszuby Spycigniew Kaszuba, idź no po kota, mam ochotę wyjść do ogrodu, bo jak nie to mi coś w du*pie pęknie, muszę się ochłodzić. Pani Kaszuba wychodzi i po chwili wraca z kotem, razem ze Spycigniewem, wychodzą na taras, reszta zostaje w salonie. Akt II Igła Wiedziałam, że tak będzie, ma bardzo silne lumbago, a na dodatek kot dostał robaki Kobza Co ty, no to koniec z nami, będzie nas grilował całe popołudnie. Ojciec Czeskiego Przestańcie ględzić, lepiej się zastanówmy, jak z tego wybrnąć. Czeski To racja, trzeba go jakoś udobruchać, może zaśpiewamy razem jakąś starodawną pieśń? Kobza Eee, nie...ostatnio mieliśmy taki manifest tego poety, rytego, coś o dymaniu komuny europe, Igła masz tam coś? Igła Coś tam mam, to taka fraszka polityczna, taki antypanegiryk, poeta nazywa się leopard drugi, a wiersz Adupa. Kobza Pokaż? Czyta i zaczyna się głośno śmiać. Ale to jest dobre, ordynarne, ale dobre, to go rozbawi. Ha, ha ha! Igła Ty naprawdę nic nie kumasz Kobza, tragedia [...] Akt III [...] Spycigniew wchodzi z kotem na ramionach do salonu, za nim stoi pani Kaszuba Zapada głęboka cisza. Spycigniew To wasza ostatnia szansa, daję wam wolną rękę, jak jeszcze raz coś spier*dolicie, przejmuję wszystko, a was poślę do diabła, tyle. Marszałek otwiera drzwi, Spycigniew z Panią Kaszubą wychodzą. Kobza zaczyna się histerycznie śmiać, Igła sprząta stół, a ojciec Czeskiego siedzi ze spuszczoną głową. Czeski To nasz koniec.
89 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 8 lat temu
ciekawe .ciekawe
9 online · flora_pisze

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie