pod świeżo pomalowanym parapetem
w ciszy odrywa włosy
od białej farby bielsza
w oczekiwaniu na karę
zawsze wkurzonego ojca
zbliżające kroki
stają się coraz głośniejsze
wyrzuty sumienia
niegrzecznej dziewczynki
opuszczają parapet
"na betonie kwiaty nie rosną"...
mówiłeś
że będziesz mnie na rękach nosił
jak królewnę
obsypiesz drogocennym złotem
obiecałeś
przed złym smokiem bronić
a łzy w diamenty zamieniać
pocałunkiem miałeś leczyć rany
w szpital...
wypalam się jak papieros
zapomniany w popielniczce
tli się ostatnim oddechem
chwytam resztę powietrza
rozdmuchanym szarym popiołem
zapruszone oczy bez wizji powstania
na cztery łapy spada tylko...
ściśnięte palce
w kieszeni sfatygowanej marynarki
natrafiając na klucz
szukany od wielu lat
do drzwi zamkniętych
pukasz i nadal czekasz
kiedy otwarta dłoń
wskaże miejsce przy kominku
i pozwoli...
mleczne drogi bez mleka
ryczą krowy
na wypalonym pastwisku
pustym wymieniem
nie wykarmią potomstwa
w suchej trawie
ryczą krowy
niech ryczą
idę do domu
nic mnie to nie obchodzi