Szkoła Kłamstwa ( prolog )
Budzę się w Tobie niepokorny, wzburzony i rozpalony … i uczę się Twych magicznych aromatów – cząstka po cząstce - jasnymi słowy wypisuję ich barwy w marnej i ciemnej tablicy mojej pamięci różaną kredą utęsknienia ...
Będzie cudownie.
Nasze sny godzą się i splatają w nowowzbudzonym, księżycowym misterium nocy, w gronie gorejących kręgów huczącego morza i chylących się koron lasu ...
- Czy widzieliśmy onegdaj karmazynowe, świszczące granatami huraganów niebo, obracające się gwałtownym okiem wokół naszej cichuteńkiej polany, w źdźbłach której zupełnie biała roztoczyłaś krystaliczne pąki swoich zaognionych na krańcach, wilgotnych
i nieskończenie szafirowych włosów ?
( rozniecałaś pośród ich ruchomych dywanów świetliste pochodnie swych piersi - jeszcze czuję jak bije od nich lśnienie, w tej łunie kroczy trwożliwie mój cień ! )
Na sawannie upojenia jestem sennym, cichym lwem, który poniesie Cię, tym chłodem i dziczą, która Cię uspokaja, gdy pławisz opuszki wytchnienia w jego miękkim, puchowym grzbiecie, uległym, oddanym bez reszty Twym nastrojom.
Na Twej twarzy maluję uścisk radosnego pojednania, wolność wymarzoną w ukrytych oknach Twego utęsknienia.
Jeśli powiem, że nie potrafię Cię pojąć, rozszyfrować magii Twego uroku – czy mi uwierzysz ?
Czy uwierzysz jeśli do perłowej muszli Twego słuchu przeleje kroplę mej miłości, mego oddania i wiary ?
Czy zobaczysz mnie, nikłego, niemego węża u stóp Twej drogi ?
Och, wejrzyj na niego !
W Twoim spojrzeniu jest wyzwanie, jest całe moje życie skąpane w Tobie.
Mój pąsowy obłoczku, jak wicher - chcę objąć Cię, pojąć i rozszarpać w miliony mlecznych kropel ... albo scalić z Tobą w jedną płynną całość ... aby razem płynąć, dryfować bez ustanku ...
Pozwól mi na to !
PŁONĄ WE MNIE TWOJE POCAŁUNKI
Będzie cudownie.
Nasze sny godzą się i splatają w nowowzbudzonym, księżycowym misterium nocy, w gronie gorejących kręgów huczącego morza i chylących się koron lasu ...
- Czy widzieliśmy onegdaj karmazynowe, świszczące granatami huraganów niebo, obracające się gwałtownym okiem wokół naszej cichuteńkiej polany, w źdźbłach której zupełnie biała roztoczyłaś krystaliczne pąki swoich zaognionych na krańcach, wilgotnych
i nieskończenie szafirowych włosów ?
( rozniecałaś pośród ich ruchomych dywanów świetliste pochodnie swych piersi - jeszcze czuję jak bije od nich lśnienie, w tej łunie kroczy trwożliwie mój cień ! )
Na sawannie upojenia jestem sennym, cichym lwem, który poniesie Cię, tym chłodem i dziczą, która Cię uspokaja, gdy pławisz opuszki wytchnienia w jego miękkim, puchowym grzbiecie, uległym, oddanym bez reszty Twym nastrojom.
Na Twej twarzy maluję uścisk radosnego pojednania, wolność wymarzoną w ukrytych oknach Twego utęsknienia.
Jeśli powiem, że nie potrafię Cię pojąć, rozszyfrować magii Twego uroku – czy mi uwierzysz ?
Czy uwierzysz jeśli do perłowej muszli Twego słuchu przeleje kroplę mej miłości, mego oddania i wiary ?
Czy zobaczysz mnie, nikłego, niemego węża u stóp Twej drogi ?
Och, wejrzyj na niego !
W Twoim spojrzeniu jest wyzwanie, jest całe moje życie skąpane w Tobie.
Mój pąsowy obłoczku, jak wicher - chcę objąć Cię, pojąć i rozszarpać w miliony mlecznych kropel ... albo scalić z Tobą w jedną płynną całość ... aby razem płynąć, dryfować bez ustanku ...
Pozwól mi na to !
PŁONĄ WE MNIE TWOJE POCAŁUNKI
0
0
4 odsłon