NAJGŁUPSZA OPOWIEŚĆ
I znowu budzik dzwoni,ryczy jak bawół co dzień tę samą melodię .
Leże nie wstaje przetrzymam go mam czas praca nie zając poćwiczę silną wolę.
W końcu zamknęła bestia paszczę ogarnia mnie cisza i błogi półsen
Ale czuwam i czekam kiedy znowu się odezwie jestem czujny jak pies podwójny
Powoli zasypiam jest mi dobrze kroczę zieloną doliną usłaną kwieciem
W oddali jakaś postać macha do mnie przywołując mnie do siebie więc biegnę
Widzę ją jest piękna Pani moich marzeń i snów dotykam jej dłoni i splatamy się
w miłosnym uścisku napawając się słodyczą naszych ust
Nagle zrywa się wiatr szaleje wichura ziemia się trzęsie robi się ciemno
Zaczynam się bać to chyba już nie pora na amory myślę sobie
Ona całuje mnie namiętnie tuląc coraz mocniej do siebie choć świat wokół nas zaraz się zawali
Miotam się nie mogąc wyrwać się z jej ramion deszcz spływa mi po twarzy
jest zimno i mokro coraz większa ogarnia mnie panika
Nagle grom rozświetla ciemności nic nie widzę oślepiony jego blaskiem
Ale czuję że mogę się ruszyć więc przecieram oczy i biegnę przed siebie
jak najdalej z tego miejsca zadając sobie pytanie gdzie jest ona lecz szybko dochodzę do wniosku ze w obecnej sytuacji i w moim położeniu nie ma to
dla mnie najmniejszego znaczenia
Nawet jestem troszeczkę żdziwiony że tak szybko przeszły mi amory
Nagle potężne uderzenie w czoło wytrąca mnie z chwilowej zadumy i gasi
pozostałości oślepiającego grzmotu w moich oczach
Pomału zaczynam rozróżniać i ku mojemu zdziwieniu poznawać znajome kształty jestem w domu
Mój pies wylizuje mi ranę na skroni więc tulę go serdecznie do siebie i leżymy
razem na podłodze obok łóżka przy rozbitej szklance
Leże nie wstaje przetrzymam go mam czas praca nie zając poćwiczę silną wolę.
W końcu zamknęła bestia paszczę ogarnia mnie cisza i błogi półsen
Ale czuwam i czekam kiedy znowu się odezwie jestem czujny jak pies podwójny
Powoli zasypiam jest mi dobrze kroczę zieloną doliną usłaną kwieciem
W oddali jakaś postać macha do mnie przywołując mnie do siebie więc biegnę
Widzę ją jest piękna Pani moich marzeń i snów dotykam jej dłoni i splatamy się
w miłosnym uścisku napawając się słodyczą naszych ust
Nagle zrywa się wiatr szaleje wichura ziemia się trzęsie robi się ciemno
Zaczynam się bać to chyba już nie pora na amory myślę sobie
Ona całuje mnie namiętnie tuląc coraz mocniej do siebie choć świat wokół nas zaraz się zawali
Miotam się nie mogąc wyrwać się z jej ramion deszcz spływa mi po twarzy
jest zimno i mokro coraz większa ogarnia mnie panika
Nagle grom rozświetla ciemności nic nie widzę oślepiony jego blaskiem
Ale czuję że mogę się ruszyć więc przecieram oczy i biegnę przed siebie
jak najdalej z tego miejsca zadając sobie pytanie gdzie jest ona lecz szybko dochodzę do wniosku ze w obecnej sytuacji i w moim położeniu nie ma to
dla mnie najmniejszego znaczenia
Nawet jestem troszeczkę żdziwiony że tak szybko przeszły mi amory
Nagle potężne uderzenie w czoło wytrąca mnie z chwilowej zadumy i gasi
pozostałości oślepiającego grzmotu w moich oczach
Pomału zaczynam rozróżniać i ku mojemu zdziwieniu poznawać znajome kształty jestem w domu
Mój pies wylizuje mi ranę na skroni więc tulę go serdecznie do siebie i leżymy
razem na podłodze obok łóżka przy rozbitej szklance
0
0
7 odsłon