Jak gdyby ciężar poezji
spoczął na moich ramionach.
Kroczę pod sufitem,
po wąskich stopniach ich odbiciach
w dusze krajobrazów
i nieba, aż uginam się
pod ich wagą,
opadając
na zniszczone meble,
trzaski i szeptania.
spoczął na moich ramionach.
Kroczę pod sufitem,
po wąskich stopniach ich odbiciach
w dusze krajobrazów
i nieba, aż uginam się
pod ich wagą,
opadając
na zniszczone meble,
trzaski i szeptania.
0
0
5 odsłon