wiersze 1-31

1.

wiem że bywa źle

źle tak bardzo jak nie chcesz

lecz teraz zapominaj już

i nie mówmy słowami

spróbuj moich palcy wewnątrz

ból jest częścią skóry

ale krzycz jeśli chcesz



2.

anioły złości spadają zmęczone

bóg jednak czasem jest po naszej stronie

ja lubię ćpać, ona sieje mak

lecz nie chcę mieć głowy zrobionej na wrak



3.

na kilka dni stałem się tym dziwnym bogiem

którego jeszcze nie smakowałem

tym wulgarnym kaleką na swoim pokracznym wózku

jeżdżącym wyniośle po wzgórzu czaszek

tą zgniecioną fotką z uroczych wakacji

i bożyszczem pomniejszych diabłów

z okolic moich członków

amputowałem sobie całe mnóstwo kolorowych slajdów

tych kłamliwych motyli odurzonych eterem

by ulepić potwora

ze szczerej szczerości

i wejść w żyły jego

w środku ciepłego i słonecznego dnia

we własny czerwony i lepki szlam złości

jak w najsłodszą miksturę jebanego ćpuna

a teraz nagrywam ten show

wszystkie palce w twoim odbycie, kochanie

mam tu na super zoomie

i wyobraź sobie

nie podnieca mnie wcale

więcej serca, kwiatuszku!

tak mówią na kursach porno

potem polubisz tę rolę

kiedy to piszę zerkam na twarz za biurkiem

w brudnym lustrze uśmiech jest czysty jak kwas

a oczy jak najlepszego kumpla geja

który ssie resztkę herbaty z papierowego woreczka

obalony i wzgardzony

niedoszły król

w chichocie szczurów

rozciera starą musztardę przy twarzy

na powierzchni szkła

nie tracąc widoku na własne zielone oczy

i nie myśląc za wiele

o uroczych wakacjach



4.

użyj mnie, gdy zapragniesz dojść

mam teraz wolną rękę

matka bożka odstawiła mnie na bok

dla swoich świętych obrazków

i jej piotrusia pana



5.

pościel jest zimna

chowam się w nią

w takich dniach złych

sam w okopie

trochę śmierdzi się zdaje

ale izolatory potrzebne czasami są zwojom

bo nie lubię jeść brudu wśród pięknych ludzi przy srebrnym stole

i nie mogę oderwać się od powierzchni łóżka

przytyłem dwie tony i chyba boli mnie coś

pewnie skutki uboczne

nie czytałem ulotki

ołów wlewa się w mięśnie

a białka czyste jak po deszczu

próbują nie widzieć za wiele

szklanki z zimną zastygłą herbatą

okulary, gazety

telefon, monitor

na kilku metrach kwadratowego bytu

kaloryfer, telefon

niech już kurwa nie dzwoni!

w końcu wychodzę, muszę na zewnątrz

tam palę i milczę

potem już tylko milczę

takie autobusowe przystanki są orgią milczenia

jakby na coś czekały

jakby na wrzask na coś czekały

a ludzie ciągną te liny uparcie

każdy w każdą

więc nie mogę się zrosnąć

no i te głupie chłopięce cierpienie w tych gównianych wierszykach

pisanych nocą

gdy słońce nie straszy



6.

coś ssie mnie w żołądku

ja wiem swoje że miłość

coś pompuje krew w głowę

lepiej niż wszystkie świata narkotyki

więc dawaj mi więcej powoli

ja chcę tak do końca

mam w kieszeni teraz wszystkie wschody słońca



7.

bóg jest taki sam jak ja

pusty i próżny

tylko że to ja tu jestem naprawdę

i wykrwawiam się w jego przydługiej bajce

fabrykuję głupie myśli

pijąc zimne kakao o trzeciej w nocy

jeszcze mną nie trzęsie

to zaczyna się rano

wtedy jestem kimś zupełnie innym

wtedy jestem kimś jak ty

przegryzam wszystkie zepsute żyły

i myję twarz do zera

a potem zakładam te człowiecze szelki

nie mogę pokazać się bez kilku protez

bo złość nie jest wskazana

złość ma być zmyta do zera

ma być ładnie

bosko



8.

zepsute dzieci bawią się lekami

w słodkich, głupich snach gubić się najlepiej

jesteśmy razem i szukamy się w słońcu

rozlewamy śmiech by odstraszyć śmierć

otwiera się czarne drzwi, które psują krew

korytarz jest kręty bardziej niż kręty

ale nie dotykać prawdy czasami boli dużo bardziej

a nagroda w końcu stanie się lękiem

białą pustą salą

samotnią wśród żywych

żyletki mam w swoich oczach

wiercą się bardziej gdy próbuję nie patrzeć

sprężyny w skroniach czuję

napinają mnie bez żadnego rozkazu

bo dziś odlatuję na fioletowo

i nie podoba mi się świat

ten to co rzuca bólem

i nie potrafię go odbić

musiałbym krzyczeć przez cały dzień

potem sikać z balkonu i bić cię po twarzy

złośliwe potwory zasadzają się na mnie

ich przykre żarty pociągają za łzy

ja jestem tylko sam

w tym tłumie który buduje dla mnie ból

by przygotować mnie na stryczek

jak na urodzinowy tort



9.

gdy spada się w dół

leci się coraz szybciej

szybciej i coraz już szybciej

kierunki się tracą nawzajem

zderzają, zrastają, znikają

to w jakimś chorobliwym podstępie

a jednak nadal jest to spadanie

dno jest dalekie

brudne i smutne

skąpane w ludzkim odorze

i coraz ciemniej jest wokół

a anioły już nie mogą ci pomóc

przestrzeń robi się gęsta i zimna

jak wnętrze ogromnej, czarnej macicy

przestajesz więc widzieć większość tych ciemnych

tych złych twarzy dokoła

są poranione i nieme

nie próbują zaczepiać

czarny, czerwony

ciemny czerwony i czarny

wyciągnięte ręce

w promieniu kilku metrów

od resztek twojego ja

masy wrzeszczących ciał

skotłowanych członków na zwęglonej ziemi

zdziczałych istnień

walczących o resztki gorzkiego tlenu

brzydcy i zapomniani

jesteśmy tu wszyscy

ja i moi oni

wszyscy ja i wszyscy oni

jesteśmy tu

gdy w niebie zabraknie już miejsca



10.

jesteś szmatą, kochanie

i niech tak zostanie

wciągasz proch i łykasz kwas

jesteś szmatą, taką w sam raz



11.

gdzieś daleko w sobie podnoszę kamień z ulicy

namaszczam go złością

i rzucam go w ciebie

bo sprzedałaś mnie

za kilka swoich chwil miłych

kupiłaś ten świat

więc pchaj teraz go w siebie

ja nie chcę nawet już patrzeć

na tej mojej ulicy nie ma już ciebie



12.

próbuję przetrwać taki kolejny wieczór

taki cichy i kolejny

to jak japoński film

przy minimum słów maksimum napięcia

zbyt długi

zbyt długo oglądany w pustej ciemni dusznego kina

mogę się napić lub zjeść garść cudownych lekarstw

lecz wiem, że i tak

jutro znów obudzę się brudny

umazany własnym świeżym odchodem

ze wspomnień

nienawiść i złość wydalają się tak bardzo długo

że marzy się tylko o końcowych napisach

olewając treść



13.

bajka o nas skończyła się już

może i wiele jest takich

może bóg zawsze śpi

a diabeł jak dobry wujo

pozwala dziać się wszystkiemu

błogosławione zatem wszystko co chore

ja miałem to za nasz przebój

ale końcówka była już kiczem

spierdoliliśmy super scenariusz

a on nadal śpi

i nic

wielkie puste zero

nic



14.

nie dam się dziś skusić na ten grzech

mały, biały grzeszek

piękny i krótki

odwiedziny u boga

czyli głupia przejażdżka do znanego nikąd

za długo pokutowałem taki ostatni

już nie chcę

dusić się w sobie i błagać o sen

który nigdy niczego do końca nie zmywa

i nie wybacza

zostawia tylko rany

podłe, tępe dziury w świeżym ciele

podłe, małe ciało w dziurze kosmosu

i te tony myśli, których się nie chce



15.

zszarpany i słaby

nie mam sił już skleić się w piękno

nie mam ochoty już bawić się w ludzi

w ich wielkiej piaskownicy z tymi ich foremkami

mam tylko grabki

mamo, mam tylko grabki

zabierz mnie stąd

zmęczony i spocony wstydliwie

palę papierosa próbując zagrać to jak najlepiej

wyciskać resztki dumy do granicy kłamstwa

i tak nikt za to mnie nie pokocha

ja również

szukam tylko kogoś z grabkami

tylko kogoś

popatrz więc teraz jak żałośnie odstaję

od waszych nadętych bogów

jestem jednych z tych czarnych dzieci

o których nikt nie słyszy

brzydki

i nie mam już co kryć

wykwitłem na przekór

tylko dla kilku osób

tylko dla własnych miejsc

potem już tylko dla siebie

i pójdę dalej

z moimi grabkami

nikt o mnie już nie usłyszy

nikt nie zapyta



16.

mam dla ciebie

naprawdę ładną nienawiści dawkę

zjedz to, proszę

zaraz wypłynie mi z brzucha

chcę zobaczyć cię po niej

bo nie będzie już nigdy jak kiedyś

nigdy już nie będzie tak ciepło

w moim domu deszcz pada

zalało telefon i książki

ja obudziłem się mokry

teraz palę papierosa tkwiąc pod biurkiem

i patrząc na to bez miny

a trampki na moich nogach

napełniają się krwią powoli

może coś większego złości się na mnie

coś większego jest może w tej nienawiści

może miłość nawet

teraz zjesz to

a potem z krwią ci to z nosa wypłynie

gdy wszyscy ci twoi oni

będą posuwać cię mocno



17.

pali się

teraz to już wszystko się pali

pali się i wariuje dokoła

sam siebie świat w bólu przebiera

w szary, suchy popiół

żadne łzy nie zrobią znów z niego błota

żadnych łez już nie będzie

ziemia zrzuca swą skórę

a ogień kroczy po niej zachłannie

jak wygłodniały kochanek

i jego tysiące języków

ruszył las

uciekają zwierzęta

wszystkie w tym samym kierunku

a każde w innym tym swoim

mechanicznie i w szoku

głupie stworzenia

dzieła starego grafomana sprzed tysięcy lat

bo oto nowy bóg i jego nowe gwiazdy

zaczynają pieprzyć się coraz śmielej

na czarnym niebie

tu w dole czuje się tylko ostry swąd palonego robactwa

małych pająków próbujących uciekać

i reszty ich bractwa

z ludźmi wśród nich

ogień w końcu zużyje sam siebie

i coraz śmielej zacznie deszcz padać

nowa, świeża sperma na szary popiół

jest cicho

jak to o jedenastej wieczór

mój pokój dawno już zdążył nasiąknąć ciemnością

ja zdążyłem już z dnia odsiąknąć

zastrzyk mocnej herbaty w serce

uszlachetnia mą krew po głowę

i oczyszcza machinę jelit

z całego syfu

jak morze, które wyrzuca ciała na piasek

choć nigdy do końca



18.

nie podobam ci się teraz

widzę jak brzydzisz się

nie uśmiecham się i nie próbuję

gdy żyły zapycha ból

a krawat zaciska się jak węża jęzor

ja grzesznik, który pragnie być grzesznikiem

złamany i zły

i wszystkie moje zjebane dni

jak powiadał pan budda że

wszystko cierpi

i wszystko cierpieć nie chce

tylko diabeł zostaje przy tobie

gdy popadasz w obłęd

tylko obłęd zostaje w tobie

gdy zaczynasz wołać na boga

nikt nie lubi chłopca-idioty

czarnego robaka strzepuje się z rękawa

gdybym miał sześćset dłoni

wszystkie one pokazywałyby wam teraz

swój środkowy palec

oddani przyjaciele, których nigdy nie było

gdzie był wasz bóg, gdy szukałem pomocy

gdzie był, gdy nie mogłem znaleźć

i jemu też dedykuję swe palce



19.

wszystkie piękne ptaki uciekły do swych głuchych kryjówek

podobno bez światła nie istnieje nic

ja zostałem tu jednak

nikt nie odwiedza mnie w moim wielkim domu

czasem boję się nocy

wtedy własne myśli biorę za przyjaciół



20.

weź swe kondomy dziewczynko i ruszaj

dzień będzie dobry

marnujesz tylko swój oddech

widziałem już takich, co za życia umierają

zaczynało się od głowy

nigdy od serca

weź więcej



21.

twoje perfumy tylko dławią mi płuca

nie jestem tatusiem i nie będę cię karał

gdy zapragniesz tego powiedz 'pieprz mnie' nie 'proszę'

nie lubię aluzji

to nie ma być ładne

i najpierw zmyjesz to z siebie

bo ja nie



22.

przyjąłem w ciało tę samą ciecz

którą ty trujesz się stale

dałem tak unieść się w górę

i było dobrze

chcąc zrozumieć chorego

musisz sam zachorować

dlatego rano już nie chciałem się śmiać

w głowie taki film wyświetliłem

w którym odpływasz daleko w tej cieczy



23.

przywołam słońce o którym mówiłem

zignoruj ból, który nam podam

i przytrzymaj mnie mocno

gdy bóg zacznie szarpać ci ciało

a słońce będzie tuż tuż



24.

morderca jest w telewizji

na wszystkich kanałach od kilku godzin

ktoś ważny coś mówił, i znowu coś mówi

chyba jakiś prezydent

drugi, potem trzeci

ludzie jacyś w szoku

kadr jest cały w dymie

nie do końca rozumiem

że coś wybuchło, się pali

jakaś wieża, czy dwie

dzisiaj świat jest w panice

a dla mnie zwykły dzień przed siedemnastą

wychodzę na zewnątrz spalić jednego

słońce świeci nadal, a niebo niebieskie

wakacji mi trochę zostało

czyli spoko jest jeszcze



25.

jestem każdym swym pieprzonym dniem

w którym taplam swe i się

liczne dłonie, każdy por

w cichym zapachu krew w powietrzu krwawi

ciepły odór nie omija żadnych wymiarów

pobudza by wyjść nie wracając

a jeśli wyjść nie da się jakbym chciał?

zostaje truć umysł na słodko

i karmić dnie szarym ja

by żyć normalnie

ze wszystkimi zwierzętami

w pieprzonej zgodzie na niby

bez tej prostej ucieczki 'dwie minuty zabawy z nożem'

co mimo orgazmów czasem nocą przychodzi w złych myślach

otóż samobójcy są instynktowni

jak niemowlę z niebezpieczeństwem w małych dłoniach

nie jak ja kiedy piszę o wyjściu

tylko myślę przed sobą żałośnie

głośno mówię z mównicy mej głowy

do tłumu pustego swojego

by bać się tego mniej

i powietrza tego wokół

jak owo dziecko, co wyczuwa gaz

i krzyczy nie wiedząc co może innego



26.

jak ściera przy zlewie

jest moje zdrowie

z tą wieżą talerzy, co tli się brudem

wszystko się pali

klei się wszystko

tylko łyżka mi się jakoś dziwnie przygląda

a czajnik coś buczy chcąc zwrócić uwagę

i mówi: ‘na zdrowie!’, gdy robię herbatę



27.

moja złość jest na wizji

więc zbliżenie dajcie, kurwa

i bębny głośniej poproszę

niezłą imprezę tu mamy

godzina 20:00 w ErniTV

tłum nerwowo oddycha mi w plecy

ktoś tu przyszedł obejrzeć śmierć, skurwysyny?!

pokaż mi jak bardzo szalona potrafisz się stać

chcę tego

chcę

chcę cię oglądać na żywca

114 metrów w dół

kiedy powiem: ’jump da fuck out’, lecisz motylku!

już się pocę

i krew pulsuje jak głupia

dajcie mi sekundę, dzikie dzieciaki!

niech wasz pieprzony bóg też to obejrzy!

6.000 komnat jest w twojej głowie

gorzki dym ich ściany liże,

gdy palisz teraz papierosa

a pan twoim pasterzem, więć spierdalaj !!!!!!!!



28.

ona jest chemią

złożoną i dziką

i wlała się we mnie tak szybko

bez ostrzeżenia, znikąd

jak kwaśna zieleń wlana do herbaty

jak moment paniki w tłumie w zwykły dzień

strzał do prezydenta, którym jestem ja

pod skórą się zmieniam

tak bardzo się boję

tak boję się bardzo

ja swoją głowę mam

ona też swój rozum ma

jej usta, moja czapka

papierosy, ten park

bez tego wszystkiego nie byłoby możliwe,

co działo się dzisiaj

właściwie wczoraj

bo już po północy

wyświetlam ten film

nie mogę się znaleźć

stworzyć nowe ja

nie pamiętam siebie z przed tygodnia

to się rozbiło jak o ścianę szklanka

pozbieraj mnie proszę

bo teraz mnie boli

czasami chcę biec gdzieś

tak bardzo się boję

ona się przygląda i nie wiem, co myśli

jeszcze mnie nie rani

że zacznie, nie wątpię



29.

bóg uszył mi dziwny kostium

coś jest za duże

coś za małe jest

więc inne lalki śmieją się ze mnie

dziś jest źle

coś częstuje bólem

nie chciałbyś być mną

to może boleć

bo ludzka głowa zna wiele kierunków

jeśli ty jesteś czarnym

to ja białym zostaję

a gdy białym się stajesz

ja czarnym być chcę



30.

wszystko przysypia wraz z nocnym szumem

tanich informacji, nielegalnych transmisji

i cyfrowych przekazów

gdzie ostatnie radia grają w ostatnich miastach

chorą muzykę chorych dj-i



31.

dzień właśnie się zaczął

i to jak

policja się zjeżdża

a ja sam w swoim ciasnym pokoju

jestem w nerwach

zjeżdżają się zewsząd

sprawdzam czy drzwi zamknięte

i łykam co mam

ciekawe, czy dobrze się bawią

włączam drum’n’bass

i wyjmuję z szuflady broń taty

niech więc stanie się wojna, panowie!

dziś raczej nie zjem śniadania



ernestein@tlen.pl
0 0
6 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

10 online · Zuzik
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie