Ta szarość...
W mgnieniu oka rozprysła się baśniowa aura
Poczynam bezmoc przeklinać w nieładzie
A oto w błękitnym tunelu iskra nadziei
Nieuchronna brama za którą nieopisane myśli grzęzną
Delikatna melodia nań wielkiej potrzeby
Pragnę brnąć dalej…lecz chwila niesie kroplę znów
Zamykam okno nie patrząc na świat
Tam w oddali widzę najpiękniejsze kolory świtu
Lasy kwiatów i zielonych dolin
Powracać do nich nie sposób
Lecz ciemna otchłań ta z najgorszych przeszłości myśli złej
Nie wszystek odpłynęła
Siedzę na miękkim ułożu i słyszę wołanie
Ale nie wstanę już bo przecież zapomniałem że ta szarość
Była mi najbliższą pośród tego życia a teraz stoję przed Nim
I wiem że tęczowe były te smutne dni za którymi tak często tęskniłem…
Poczynam bezmoc przeklinać w nieładzie
A oto w błękitnym tunelu iskra nadziei
Nieuchronna brama za którą nieopisane myśli grzęzną
Delikatna melodia nań wielkiej potrzeby
Pragnę brnąć dalej…lecz chwila niesie kroplę znów
Zamykam okno nie patrząc na świat
Tam w oddali widzę najpiękniejsze kolory świtu
Lasy kwiatów i zielonych dolin
Powracać do nich nie sposób
Lecz ciemna otchłań ta z najgorszych przeszłości myśli złej
Nie wszystek odpłynęła
Siedzę na miękkim ułożu i słyszę wołanie
Ale nie wstanę już bo przecież zapomniałem że ta szarość
Była mi najbliższą pośród tego życia a teraz stoję przed Nim
I wiem że tęczowe były te smutne dni za którymi tak często tęskniłem…
0
0
1 odsłon