Świat przykryła cisza utkana z bieli i chłodnego światła.
Zimowa łąka ciągnęła się aż po horyzont,
jakby chciała ukryć wszystkie ślady dawnych dni.
Szłaś obok mnie,
nie pytając,
dokąd prowadzi nas wiatr.
Śnieg skrzypiał pod naszymi stopami,
jakby zapamiętywał
każdy wspólny krok.
Twoja dłoń spoczywała w mojej,
cieplejsza niż poranek,
który dopiero rodził się nad zamarzniętą ziemią.
Każdy wspólny krok
brzmiał ciszej
niż płatki śniegu opadające na nasze ramiona.
Patrzyłem na nasze ślady,
które pozostawały za nami
jak cichy zapis
tej jedynej drogi.
Patrzyłem na Ciebie,
a zima przestawała być najchłodniejszą porą roku.
Twoje spojrzenie rozświetlało drogę,
której nie potrafiły odnaleźć żadne proroctwa.
Przy Tobie
nawet wiatr uczył się łagodności.
Niebo otwierało się
między ciężkimi chmurami,
jakby i ono
szukało odrobiny nadziei.
Nie mówiłem wiele.
Bałem się,
że słowa mogłyby naruszyć kruchość tej chwili.
Oddychałem spokojniej,
jakby cały świat na moment zapomniał,
kim powinienem być.
Milczenie
stało się najpiękniejszą rozmową,
jaką kiedykolwiek
prowadziły nasze serca.
A kiedy spojrzeliśmy
na białą przestrzeń przed nami,
zrozumiałem,
że nawet Mroczny Mesjasz może odnaleźć
najcieplejszy dom
w dłoni kobiety,
która nie bała się mojego mroku.
Zimowa łąka ciągnęła się aż po horyzont,
jakby chciała ukryć wszystkie ślady dawnych dni.
Szłaś obok mnie,
nie pytając,
dokąd prowadzi nas wiatr.
Śnieg skrzypiał pod naszymi stopami,
jakby zapamiętywał
każdy wspólny krok.
Twoja dłoń spoczywała w mojej,
cieplejsza niż poranek,
który dopiero rodził się nad zamarzniętą ziemią.
Każdy wspólny krok
brzmiał ciszej
niż płatki śniegu opadające na nasze ramiona.
Patrzyłem na nasze ślady,
które pozostawały za nami
jak cichy zapis
tej jedynej drogi.
Patrzyłem na Ciebie,
a zima przestawała być najchłodniejszą porą roku.
Twoje spojrzenie rozświetlało drogę,
której nie potrafiły odnaleźć żadne proroctwa.
Przy Tobie
nawet wiatr uczył się łagodności.
Niebo otwierało się
między ciężkimi chmurami,
jakby i ono
szukało odrobiny nadziei.
Nie mówiłem wiele.
Bałem się,
że słowa mogłyby naruszyć kruchość tej chwili.
Oddychałem spokojniej,
jakby cały świat na moment zapomniał,
kim powinienem być.
Milczenie
stało się najpiękniejszą rozmową,
jaką kiedykolwiek
prowadziły nasze serca.
A kiedy spojrzeliśmy
na białą przestrzeń przed nami,
zrozumiałem,
że nawet Mroczny Mesjasz może odnaleźć
najcieplejszy dom
w dłoni kobiety,
która nie bała się mojego mroku.
0
0
7 odsłon