Zieleń

na biurku z śmierć okrywającego kamienia

łzy przyszłości chwile przyjemności zapadły

ogarnięty beznadzieją rozległości dróg

przez ciemnoszare tęcz witraże

przez niechęć bezsens i słodycz wiecznego cienia

które z rąk mi wybiegły

przez nieczyn tamę myśli głupi wymóg

powszechnej radości podlegam karze





przyjemność wymuszana cierpienie naturalne

i tylko jedna twarz w cieniu się plącze

bez niej łatwiej a ja z nią mimo to

bez wiary bez sensu bez celu

bez prawdy a z kłamstwem i zielenią

mimo że sny moje na wpół realne

pokazują jak teraz i przedtem źle kończe

jak mnie prostota i banalność gniotą

tak jak w świecie gniotą one wielu

dwa zgniłozielone klejnoty się mienią





one krwawogorzkie ból tępy wywołują

jednak moją duszę bez duszy całują
0 0
6 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

70 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie