Zieleń
na biurku z śmierć okrywającego kamienia
łzy przyszłości chwile przyjemności zapadły
ogarnięty beznadzieją rozległości dróg
przez ciemnoszare tęcz witraże
przez niechęć bezsens i słodycz wiecznego cienia
które z rąk mi wybiegły
przez nieczyn tamę myśli głupi wymóg
powszechnej radości podlegam karze
przyjemność wymuszana cierpienie naturalne
i tylko jedna twarz w cieniu się plącze
bez niej łatwiej a ja z nią mimo to
bez wiary bez sensu bez celu
bez prawdy a z kłamstwem i zielenią
mimo że sny moje na wpół realne
pokazują jak teraz i przedtem źle kończe
jak mnie prostota i banalność gniotą
tak jak w świecie gniotą one wielu
dwa zgniłozielone klejnoty się mienią
one krwawogorzkie ból tępy wywołują
jednak moją duszę bez duszy całują
łzy przyszłości chwile przyjemności zapadły
ogarnięty beznadzieją rozległości dróg
przez ciemnoszare tęcz witraże
przez niechęć bezsens i słodycz wiecznego cienia
które z rąk mi wybiegły
przez nieczyn tamę myśli głupi wymóg
powszechnej radości podlegam karze
przyjemność wymuszana cierpienie naturalne
i tylko jedna twarz w cieniu się plącze
bez niej łatwiej a ja z nią mimo to
bez wiary bez sensu bez celu
bez prawdy a z kłamstwem i zielenią
mimo że sny moje na wpół realne
pokazują jak teraz i przedtem źle kończe
jak mnie prostota i banalność gniotą
tak jak w świecie gniotą one wielu
dwa zgniłozielone klejnoty się mienią
one krwawogorzkie ból tępy wywołują
jednak moją duszę bez duszy całują
0
0
6 odsłon