Dzień z Życia 4/4 Epilog
W grudniowe mroźne, aczkolwiek słoneczne południe stanęły po raz pierwszy razem po tej samej stronie, wychodząc naprzeciw życiu oraz śmierci. Jedna tkwiła w trumnie obojętna na dalsze losy tej historii, druga ściągnięta maską odrętwienia wpatrywała się w nieruchomą twarz swojego dziecka. Nie potrafiła uronić choćby jednej łzy, ale dobrze wiedziała co zrobiła jej córka. Dokonała wyboru, na co Eliza nigdy by się nie zdobyła, utknąwszy gdzieś między życiem a śmiercią, na zawsze pozostając w nicości. Trzecia podeszła i obiela cierpiącą matkę ramieniem. Eliza spojrzała nań po raz pierwszy nie czując złości, ani żalu. Choć Annabella odebrała jej męża doskonale wiedziała jak czuję się kobieta patrząca na śmierć własnego dziecka, w końcu sama wydała na świat tyle martwych płodów ile potrafiła kobieta nim pękło jej serce.
Tego dnia w dusznym świecie spotkały się trzy kobiety, zupełnie obce i bliższe sobie niż niejedna rodzina. Tak bardzo różne w swych ambicjach, połączone nierozerwalnie losem rozczarowania. Ich dusze rozkwitły gdy były w tym samym wieku, by potem zwiędnąć nagle niczym młody pączek wiosennego krokusa. A każda z nich dźwigała brzemię rzeczywistości, będąc zarazem świadkiem wspólnie zorganizowanego cierpienia.
Pan X, zwany też Edwardem i ojcem, siedział na plastikowym krześle w kaplicy patrząc na te kobiety, jakże obce wydawały się mu teraz. Choć przez wiele lat był obserwatorem ich życiowych porażek i cierpienia, nigdy dotąd nie zastanawiał się nad swoim udziałem w tym bólu. Nie był w stanie znieść widoku trzech trupów, dwóch pozornie jeszcze żywych i jego własnej córki, której wyimaginowanych problemów do tej pory nie był w stanie pojąć. Patrząc na trzy niegdyś piękne i pełne życia istoty uświadomił sobie, że nie było to samobójstwo, a śmierć wypalonej duszy.
Wybuchł donośnym płaczem, ludzie w kapliny myśleli że rozpacza nad stratą jedynaczki on jednak zapłakał nad sobą. Rozumiejąc, że więdnące z dnia na dzień życia trzech kobiet stopniowo uwalniały jego własne. W pośpiechu wstał z przystrojonego bluszczem krzesła, omijając spojrzenia zebranych opuścił kaplice nim ksiądz zaczął odprawiać żałobne nabożeństwo.
Ktoś musiał umrzeć by reszta mogła docenić życie.
Nim trumna zniknęła w ciemnym grobowcu obie po raz pierwszy od długiego czasu uśmiechnęły się, czując jak ich ciała wypełniają duchy, które jak im się zdawało uleciały z nich bezpowrotnie dawno temu. Zamknęły oczy nie wiedząc, że myślą o tym samym, powtarzały za księdzem: „Wieczny odpoczynek radź jej dać Panie a światłość wiekuista niechaj jej świeci na wieki wieków Amen”.
The End
Tego dnia w dusznym świecie spotkały się trzy kobiety, zupełnie obce i bliższe sobie niż niejedna rodzina. Tak bardzo różne w swych ambicjach, połączone nierozerwalnie losem rozczarowania. Ich dusze rozkwitły gdy były w tym samym wieku, by potem zwiędnąć nagle niczym młody pączek wiosennego krokusa. A każda z nich dźwigała brzemię rzeczywistości, będąc zarazem świadkiem wspólnie zorganizowanego cierpienia.
Pan X, zwany też Edwardem i ojcem, siedział na plastikowym krześle w kaplicy patrząc na te kobiety, jakże obce wydawały się mu teraz. Choć przez wiele lat był obserwatorem ich życiowych porażek i cierpienia, nigdy dotąd nie zastanawiał się nad swoim udziałem w tym bólu. Nie był w stanie znieść widoku trzech trupów, dwóch pozornie jeszcze żywych i jego własnej córki, której wyimaginowanych problemów do tej pory nie był w stanie pojąć. Patrząc na trzy niegdyś piękne i pełne życia istoty uświadomił sobie, że nie było to samobójstwo, a śmierć wypalonej duszy.
Wybuchł donośnym płaczem, ludzie w kapliny myśleli że rozpacza nad stratą jedynaczki on jednak zapłakał nad sobą. Rozumiejąc, że więdnące z dnia na dzień życia trzech kobiet stopniowo uwalniały jego własne. W pośpiechu wstał z przystrojonego bluszczem krzesła, omijając spojrzenia zebranych opuścił kaplice nim ksiądz zaczął odprawiać żałobne nabożeństwo.
Ktoś musiał umrzeć by reszta mogła docenić życie.
Nim trumna zniknęła w ciemnym grobowcu obie po raz pierwszy od długiego czasu uśmiechnęły się, czując jak ich ciała wypełniają duchy, które jak im się zdawało uleciały z nich bezpowrotnie dawno temu. Zamknęły oczy nie wiedząc, że myślą o tym samym, powtarzały za księdzem: „Wieczny odpoczynek radź jej dać Panie a światłość wiekuista niechaj jej świeci na wieki wieków Amen”.
The End
1
2
1 odsłon