Przejdź do treści
Czytanie

Poeci do publiczności. Adam Asnyk, wybrane strofy, jakże dziś aktualne!

Katastroficzne
Jesteśmy dziećmi wieku bez miłości, Wieku bez marzeń, złudzeń i zachwytu, Obojętnego na widok piękności, A więdnącego z nudy i przesytu, Wieku, co wczesnej doczekał starości, Sam podkopawszy prawa swego bytu, Wieku, co siły strwonił i nadużył, Nic nie postawił, chociaż wszystko zburzył. Wzrośliśmy także wśród dziwnego świata, Co się zapału i uniesień wstydzi, Co każdym wzniosłym uczuciem pomiata, I wszędzie szuka śmieszności i szydzi; Bawi go jeszcze arlekińska szata, Lecz ani kocha, ani nienawidzi!... I to jest nasze największe przekleństwo: Otaczające nas dziś społeczeństwo! Jego bezduszna, chłodna atmosfera Już od kolebki duszę nam otacza, Dziewiczą barwę szyderstwem z niej ściera, Żadnej świętości marzeń nie przebacza; Nic więc dziwnego, że ogień zamiera, Że się fantazja krzywi i wypacza, Bo tam, gdzie w sercach bezmyślność i bierność, Krzewić się może jedna tylko mierność. Lecz dziś gdzie znaleźć jaki sztandar wielki, Który by porwał małoduszne zgraje? Wszechwładnej niegdyś cudów rodzicielki: Młodzieńczej wiary - świat już nie wyznaje; Nikt się nie zwraca do tej karmicielki, Co sercom ludzkim wieczną młodość daje, I nie zostało nic z anielskich wizji, Prócz niedowiarstwa albo hipokryzji. Miłość ojczyzny?... Ta dziś pustym dźwiękiem, Co nie brzmi wcale albo brzmi szaleństwem; Nasi mężowie śpiąc na łożu miękkiem, Biją w dzwon trwogi przed niebezpieczeństwem, Gdy kto ten wyraz powie z cichym jękiem, I obrzucają swój naród przekleństwem Za to, że śmiał się targnąć na kajdany I drgnął na chwilę własną krwią oblany. Miłość ojczyzny!... Staroświeckie tema I rdzą grobowca zgryzione ze szczętem, Zewsząd mu krzyczą wielkie anatema, Pokryte słodkim świętoszków lamentem; Więc żeby wznawiać rzeczy, których nie ma, Trza być półgłówkiem albo też studentem I z Don Kiszotem błądzić po manowcach, By kruszyć kopie na spłoszonych owcach. Ten rozum stanu -wynalazek złoty! Lepszy niż jaki płaszcz nieprzemakalny; Pod nim bezpiecznie można szydzić z cnoty I podkopywać przesąd idealny, Można ojczyźnie różne czynić psoty I łuk w nagrodę dostać tryumfalny, Bo on zasłonić zdoła każdą sprzeczność, Wszelki egoizm, wszelką niedorzeczność. Potrzeba śmiać się więc na równi z wami I razem z wami nad przepaścią pląsać; Potrzeba kryć się ze swoimi łzami I z własnych uczuć głośno się natrząsać, Karmić się co dzień skandalem, plotkami, Różować twarze i przechodniów kąsać, Wszystko szlachetne zdeptać, sponiewierać, Potrzeba śmiać się... śmiać się i umierać... Jeśli nas teraz potępić pragniecie, Za nasze niemoc, nasze niedołęstwo, Za rozrzucone poetyczne śmiecie, Za skoszlawione pieśni czarnoksięstwo, Godzim się na to... Potępcie, gdy chcecie; Przy was jest słuszność, przy was jest zwycięstwo Lecz tę rozważcie smutną okoliczność: Tacy poeci, jaka jest publiczność! Adam Asnyk 28 grudzień 1869
101 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

31 online

Menu

Dodaj utwór

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać utwór.

Dodaj utwór

Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie