transparętnie

transparentna
rozlane dłonie w natchnieniu
upina włosy jak

trzeba jej gwiazd i trzeba rozkoszy
krzykiem i bólem sadyzmu w jej wargach sromowych ścisnąć
sok z nich najlepszy
oboje
płeć
przeżyta
cierpieniem

ślizgam się na długich ramionach boskości nieżytu
krzykliwe dni jak zmartwychwstanie jednej prawdy najmilszej
i noże na krtani i lęk nieobecny
przyjaźni nicość
już nie masz do mnie powrotów
chęć bycia we dwoje
ty tam ja tu

powtarzamy się ponownie jak cienie stajemy się
czy stać się mamy?
1 0
3 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

18 online · Bieta
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie