Przejdź do treści

NOC SIĘ POJAWIA WIECZOREM...

Noc się pojawia wieczorem w jej mroku wiedza nie wspomaga żadna sama wyciągasz rękę nieoświecona więc naga jesteś od zarania bezbronna i szukasz kontaktu ze mną ciemnym lub przynajmniej z pozorem tego co nazywam światłem światem z czuciem pod palcem jakiegokolwiek kształtu choćby popiołu tylko nie cisza, bezruch i mrok otwartych zmysłów Ciężar materii i stóp znanych stąpnięcia proch ludzki, który się spala w drodze i przesypuje niczym klepsydra z kąta w kąt od Annasza do diabła z ziemi powietrza w powietrze ziemi zapewnia spokój być może niezbędny chwilowy że jeszcze żyjemy tu razem odbiera jednak przeczucie wymiarów do których śmierć nas wprowadza Noc również zmysłom odbiera realność istnienia zaciemnia słów nazwy kolory oczu, przedmioty, powietrze i wyposaża w szósty zmysł czułość w lekką i ślepą agresję w obliczu braku konkretu Daje poczucie pełni i pustki uchwycić go za nogi na gorącym złapać uczynku nieuchwytnego we dnie i w nocy Dlatego barwy ochronne religię, kulturę i modę zrzucamy nadzy w pośpiechu by w pojedynku zapłonąć by wznieść się ponad poziomy strachu oraz grzechu By się trwałością w jedni objawił walczymy by nas upewnił, że płonne są lęki walczymy lecz nagle przegrani zwycięzcy pełnię i pustkę po papierosa sięgając zmęczeni tracimy I znów sam jestem samotny osobą urwaną z sufitu znów rękę wyciągam i szukam kontaktu i go znajduję przed sobą jasność żarówki jest namiastką świtu *** W tej upadłej chwili myślę co znaczy być mężem czy lęki odganiać jest przeznaczeniem i misją, i sednem wspólnego trwania w trwodze rozkoszy w co się życia przemienią bez czucia ziemi bez kroków, schodów, poręczy i klamek gdzie się podzieją istoty żywe a nierozumne zbiry, kalecy, półgłówki, bezwierni chmary insektów, jaką drogę nadziemną przebyły nieobeznane ze zgrozą ani nadzieją zanim dotarły ku mnie w ciemność teraz nade mną skaczą, latają i pełzną ich bezkostne kości za moment bez grobów sczezną *** Zawisnąć w przestrzeni bez zmysłów i żyć w sobie, czy znaczy być duchem – pytałem męża w trzy dni po śmierci żony, nim zaczął się czołgać w pijanej rozpaczy codziennie dręczony ku domowi który nie był już domem? Była ocaleniem przed polityczną niewolą ucieczką z ulicznego tłumu a potem chlebem była, wodą i solą pełna miłości niespełna rozumu *** Czy wtedy jedynie jest się ocalonym gdy pogrzebane ludzkie pragnienia? gdy pogodzony jest poziom z pionem w człowieku i wszelkie wymiary które tylko zna ziemia? by je przekraczać na niej trzeba się wyrzec myślenia? i równowagę trzymać w bezruchu pamięci? i po kres kresów dzień święty święcić?
45 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 9 lat temu
ziejesz czarnym .......jest rozproszony i skondensowany jednako
Oskar Wizard 9 lat temu
,,Noc również zmysłom odbiera realność istnienia. Też tak uważam.;)

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie