Dziewanna pospolita

jak zdrajca opuszczam miasto
na wpół uduszone smogiem

odpływam w rozedrganym żarze
skrycie drążąc palcami beczkę
pełną obrazów sprzed lat

otoczona skrętolegle z bożem
błogosławieństwem
po ściernisku posuwam się
wolno, płynnym chasiss
stopy nie znoszą akupresury
choć taka modna i zdrowa,
włosy zmieszane z ostami
po bitwie z rudym Jaśkiem
tym od procy i żucia mięty
dla niego igraszki dmuchawców
i kukurydzy obrządek ze złota,
umazana smarkatym wiekiem
badam z uporem korzenie traw
do bólu łydek lizanych słońcem
aż znajdę czterolistną koniczynę

zgrzyt tramwaju po szynach
zniknęło dziecko z rozbitym kolanem
wspomnienie prysło z wyrzutem
sumienia, jaki stracony czas
na pęknięte bańki mydlane
3 2
1 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Avrilianna 14 lat temu
długo się musiałam nad tym zastanawiać, i poczytać parę razy zanim zrozumiałam. Mimo wieku:) pOzDrooo...!
Spoks 14 lat temu
Ciekawy wiersz, aczkolwiek w dalszej części staje się zbyt chaotyczny.
Przypomina mi nieco upały na krakowskim letnim kolejowym dworcu.
Pewnie jakiś wyjazd.
Ale z tego co wiem miasto to i tak z brakiem zieleni nie ma problemu.
Cały Kraków znajdował się w otoczce parków, chyba ze od tamtej pory coś się zmieniło.
18 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie