Zbrojeniówa
Klękasz naga przed wrogami mymi i przed ich żonami -
Do licha z tobą, precz z moich oczu!
Twej głowy nie przykrywa chusta,
A ciało swoje wystawiasz na wab -
Niech Bóg trądem cię okryje!
Pożegnaj się z ladacznicami swymi,odłącz się od ich stada -
Dla niegodziwych jest obcowanie z nimi!
Spójrz jak zieje twe ciało nieczyste -
Butwa zaczyna je chwytać,
A muszki brunatne już zlatują do niego,
Wabione tym, co tchawki wychwycą!
Ono jest mierzwą dla nich,
A ich odwłok przebarwia się na nim!
Czy chcesz aby stało się ono ich wylęgarnią?
Zerwij z siebie ten pancerz,
Niech on nie będzie ci zbroją!
Bo czy to nie dla ciebie mąż drążył w ojcowiźnie
Byś mogła czerpać a abisynki, która tam stanęła?
Czy może łotr jakiś urwał jej żurawiaI stała się bezużyteczna?
Napełnił miednicę wodą czystą
I przemyj nią swe lico pierwej
Nim ktoś je zobaczy!
I stopy swe obmyj byś czystymi stąpała po glebie czystej!
Zmyj to wszystko z ciała swego
Co przyniosło ci zaniedbanie!
I przestań czynić jak czynisz,
Bo to cię zgarsza!
On zmierzchłych czasów nierząd swój głosisz jawnie
I ściągasz na siebie pogardę ludzi -
Oni krzywią usta na twój widok
I szeptają o tobie na ulicach!
I wspominają cię pijacy w karczmach,
Jak to sprzedawali cię za wino!
A kupcy, co od nich cię wzięli
I zaciągnęli do stajni bez słowa twego sprzeciwu,
Śpiewają zawiani o tobie w swych pieśniach!
Z powodu twej rozpusty,Twój syn zanosi się szlochem,
A córa nie patrzy już na ciebie z umiłowaniem!
Odraza do ciebie wypisana jest na nich!
Mnożysz nałożników,
By jak najwięcej klejnotów
Wrzucano do twej jaskini,
I tęskinisz za młodością zepsutą,
Za nacieraniem oliwą i pijaństwem w bramach!
I za zagabywaniem nieznajomych!
Namiętność kierujesz niewłaściwie
Na urodziwych młodzieńców -
Ale zaprawdę, oni nie tkną nieczystości swymi dłońmi,
Bo brzydzą się ohydztwem!
Nie spojrzą nawet ukradkiem, boś nie umyta!
Zapędziłaś się brudem
I nikt nie ma wątpliwości!
Spojrzenie skierować na ciebie wystarczy,
By ujrzeć, żeś doprowadzona!
I nozdrza odór drażni jak przejść blisko!
Precz mi z oczu, pókiś tak porobiona,
Pod lampą przy oberży znajdziesz jeszcze dla siebie miejsce!
A nuż to ono okaże się dla ciebie przystanią!
Precz do diabła!
Do licha z tobą, precz z moich oczu!
Twej głowy nie przykrywa chusta,
A ciało swoje wystawiasz na wab -
Niech Bóg trądem cię okryje!
Pożegnaj się z ladacznicami swymi,odłącz się od ich stada -
Dla niegodziwych jest obcowanie z nimi!
Spójrz jak zieje twe ciało nieczyste -
Butwa zaczyna je chwytać,
A muszki brunatne już zlatują do niego,
Wabione tym, co tchawki wychwycą!
Ono jest mierzwą dla nich,
A ich odwłok przebarwia się na nim!
Czy chcesz aby stało się ono ich wylęgarnią?
Zerwij z siebie ten pancerz,
Niech on nie będzie ci zbroją!
Bo czy to nie dla ciebie mąż drążył w ojcowiźnie
Byś mogła czerpać a abisynki, która tam stanęła?
Czy może łotr jakiś urwał jej żurawiaI stała się bezużyteczna?
Napełnił miednicę wodą czystą
I przemyj nią swe lico pierwej
Nim ktoś je zobaczy!
I stopy swe obmyj byś czystymi stąpała po glebie czystej!
Zmyj to wszystko z ciała swego
Co przyniosło ci zaniedbanie!
I przestań czynić jak czynisz,
Bo to cię zgarsza!
On zmierzchłych czasów nierząd swój głosisz jawnie
I ściągasz na siebie pogardę ludzi -
Oni krzywią usta na twój widok
I szeptają o tobie na ulicach!
I wspominają cię pijacy w karczmach,
Jak to sprzedawali cię za wino!
A kupcy, co od nich cię wzięli
I zaciągnęli do stajni bez słowa twego sprzeciwu,
Śpiewają zawiani o tobie w swych pieśniach!
Z powodu twej rozpusty,Twój syn zanosi się szlochem,
A córa nie patrzy już na ciebie z umiłowaniem!
Odraza do ciebie wypisana jest na nich!
Mnożysz nałożników,
By jak najwięcej klejnotów
Wrzucano do twej jaskini,
I tęskinisz za młodością zepsutą,
Za nacieraniem oliwą i pijaństwem w bramach!
I za zagabywaniem nieznajomych!
Namiętność kierujesz niewłaściwie
Na urodziwych młodzieńców -
Ale zaprawdę, oni nie tkną nieczystości swymi dłońmi,
Bo brzydzą się ohydztwem!
Nie spojrzą nawet ukradkiem, boś nie umyta!
Zapędziłaś się brudem
I nikt nie ma wątpliwości!
Spojrzenie skierować na ciebie wystarczy,
By ujrzeć, żeś doprowadzona!
I nozdrza odór drażni jak przejść blisko!
Precz mi z oczu, pókiś tak porobiona,
Pod lampą przy oberży znajdziesz jeszcze dla siebie miejsce!
A nuż to ono okaże się dla ciebie przystanią!
Precz do diabła!
0
0
5 odsłon