Przejdź do treści
świat sugeruje nam wybić pewien rytm pewną stałość toń koloru ja z toni walecznie wyzwoli społecznie uprzemysłowiony na morzu toń w dal znajduje się nie tak blisko serca możliwość wyspy naszej, przenajświętszej zbudujmy własną Irlandię zbudujmy własną Atlantydę przed nami grobowiec wszechświatów w nim ukryte to co niejasne i ciemne toń nieprzeczysta wznosimy się ułudnie na wietrze astrale hołd oddaje tym którzy nie sprzedali swej skóry zbyt łatwo rozedrgania atomowego czas nastał świt przemija cicho, odbiornik nastaw Oppenheimer zaczął przemawiać "Ja stałem się śmiercią, Niszczycielem światów" tako rzecze Wisznu światła jego droga on to zamienił się w skrzydlatego ptaka i dziewięciorękiego swaroga prawdziwego Boga to prastara wiara jak mogliśmy tak o niej zapomnieć Bóg jest miłosierny, to prawda lecz Bóg jest cwany i nienawistny przeczysty w swej przemocy bezwzględny i bezduszny do czeluści piekieł prowadzący stamtąd będzie sądzić żywych i umarłych a jego królestwu nie będzie końca to rzekłem ja, Atos łachudra i plugawiec nikczemny z krwi i kości zrodzony by sędziwego wieku dożyć gdzie jest mój Limerick? tam gdzie inne ryby, inne rymy, inne raki tam jest taki, siaki i owaki i tego się trzymajmy
65 odsłon

Komentarze (4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

leopard 2 3 lata temu
wypierdalay
R
Rockownik 3 lata temu
Widzę, że leoś uprzejmy jak zwykle. Sam do końca nie rozumiem tego wiersza, może ze względu na późną porę. Czy możesz go jakoś przybliżyć, Tomaszu?
gizela1 3 lata temu
.......trzymajmy się tratfy
T
TomaszŚwiatły 3 lata temu
Przepraszam Cię Rockowniku że dopiero teraz, ale ten wiersz jest w gruncie rzeczy o nieśmiertelnym pragnieniu duszy o znalezieniu swojej przystani i pamięci o tym, że zawsze taka przystań może być zniszczona. Pamiętam o śmierci, ale przede wszystkim pamiętam o życiu. Nie jestem nieśmiertelny, a mogę być zmęczony. Staram się. Kłócę się o pamięć. Spotykam się z dziewczyną i wierzę, że jest moją bratnią duszą. Czy można pragnąć czegokolwiek więcej? Tak, pieniędzy żeby móc utrzymać iluzję. A jej się nie da. Więc dokąd zmierzamy? Kim jesteśmy? Nadzy na wietrze, nie potrafimy utrzymać sami naszych iluzji. Więc dokąd dojdziemy? Do mitycznej Atlantydy, nadzy na mróz? Nie, Bóg zniszczy i tą iluzję. I każe Ci modlić się o swoje własne zdrowie. Bo Bóg jest zły i oziębły i niszczycielski. Ale Cię kocha.

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie