Firanka

Nie wie, czy miał taką mocną głowę, czy dzisiaj mniej pił ze względu na swoje urodziny. W każdym razie wszyscy jego goście leżeli w drugim pokoju pokotem jak upolowana zwierzyna. Było tam kilka sarenek, dwa dziki i wiewióra. On jednak nie miał dość i jeszcze by się bawił.



Za oknem światła gwiazd i kilku latarni rozświetlały późną noc. Na szczęście dla niego... nie głuchą. Z sąsiedniego wieżowca, z jedynego rozświetlonego okna dochodziły dźwięki muzyki roznoszące się po całym osiedlu. Pójdzie tam i zobaczy co się dzieje. Gdyby był całkiem trzeźwy pewnie dałby sobie spokój, ale lekkie ubzdryngolenie nie pozwoliło na długie zastanawianie. Jeszcze raz spojrzał na śpiącą zwierzynę i wyszedł nie zamykając drzwi na klucz.



Wszedł na klatkę schodową, gdzie na windę czekała roztrzęsiona staruszka.

- Panie, cholery można dostać. Oni tak co tydzień spać człowiekowi nie dają. Jak się nie uspokoją to dzwonię na milicję.



Wjechali razem na ostatnie piętro. Muzyka była tak głośna, że nawet dzwonka nie było słychać. Złapał za klamkę i drzwi otworzyły się bez problemu. Weszli, i dopiero gdy byli już w pokoju zostali zauważeni przez domowników. Wojownicza do tej pory staruszka skurczyła się jeszcze bardziej i krzycząc w niebogłosy czym prędzej wybiegła. On trafił wprost na dwie tańczące pary. Faceci tylko w spodniach, z gołymi torsami, dziewczyny prawie w negliżu. Główna gwiazda nocnej rewii, pląsając nago po stole ...zawijała się w firankę.



Głupio mu się zrobiło, ale nie mógł się już wycofać.

- Czy ...mogę się przyłączyć? - zapytał idiotycznie. Wiedział, że nic tu po nim. Przecież się nie rozbierze, a i tańczyć nie potrafi.

- Ależ proszę bardzo - odpowiedział, nie przerywając pląsów gospodarz imprezy.

- Tylko musisz trafić w kieliszek z wiatrówki.



Muzyka została przyciszona a szkło stanęło na krawędzi balkonowej barierki. Wręczyli mu wiatrówkę i chwiejnym krokiem odmierzyli trzy metry. Firankowa nimfa, która w międzyczasie spadła ze stołu, jakimś cudem doczołgała się do jego nóg i poklepując go po łydkach dodawała mu otuchy. Najwyraźniej mu kibicowała. Niestety, nigdy nie był dobrym strzelcem i oczywiście spudłował.



Wracając do swojego wieżowca zastanawiał się jedynie - jak mógł nie trafić. Przecież w jego pokoju na dywanie leżało kilka sarenek, dwa dziki i wiewióra.



[15.10.2007]
0 0
8 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie