Przejdź do treści
Czytanie

Ołowiana hostoria

Pamięć
Pod niebem ciężkim jak przemysłowy dym rosły dzieci o dłoniach szarych od pyłu. Plac zabaw miał smak metalu, a wiatr niósł więcej niż śmiech. Komin był jak zegar – odmierzał czas trucizną. Każdy dzień opadał warstwą osadu na parapetach, w płucach, we krwi. Matki patrzyły w oczy lekarzy, szukając w nich słów lżejszych niż ołów. Wyniki badań brzmiały jak wyrok pisany chemicznym wzorem. Szkoła pachniała kredą i strachem, bo ktoś powiedział: „to tylko norma”. A norma była szeroka jak milczenie, które przykrywało hałdy odpadów. Dzieci rysowały słońce nad hutą, choć słońce było blade od dymu. Ich marzenia miały kolor popiołu, lecz w oczach wciąż iskrzyła nadzieja. Bo nawet w ziemi skażonej latami może wyrosnąć trawa uparta. A prawda, choć ciężka jak ołów, z czasem zaczyna ciążyć sumieniom.
157 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

29 online

Menu

Dodaj utwór

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać utwór.

Dodaj utwór

Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie