Pod niebem ciężkim jak przemysłowy dym
rosły dzieci o dłoniach szarych od pyłu.
Plac zabaw miał smak metalu,
a wiatr niósł więcej niż śmiech.
Komin był jak zegar –
odmierzał czas trucizną.
Każdy dzień opadał warstwą osadu
na parapetach, w płucach, we krwi.
Matki patrzyły w oczy lekarzy,
szukając w nich słów lżejszych niż ołów.
Wyniki badań brzmiały jak wyrok
pisany chemicznym wzorem.
Szkoła pachniała kredą i strachem,
bo ktoś powiedział: „to tylko norma”.
A norma była szeroka jak milczenie,
które przykrywało hałdy odpadów.
Dzieci rysowały słońce nad hutą,
choć słońce było blade od dymu.
Ich marzenia miały kolor popiołu,
lecz w oczach wciąż iskrzyła nadzieja.
Bo nawet w ziemi skażonej latami
może wyrosnąć trawa uparta.
A prawda, choć ciężka jak ołów,
z czasem zaczyna ciążyć sumieniom.
rosły dzieci o dłoniach szarych od pyłu.
Plac zabaw miał smak metalu,
a wiatr niósł więcej niż śmiech.
Komin był jak zegar –
odmierzał czas trucizną.
Każdy dzień opadał warstwą osadu
na parapetach, w płucach, we krwi.
Matki patrzyły w oczy lekarzy,
szukając w nich słów lżejszych niż ołów.
Wyniki badań brzmiały jak wyrok
pisany chemicznym wzorem.
Szkoła pachniała kredą i strachem,
bo ktoś powiedział: „to tylko norma”.
A norma była szeroka jak milczenie,
które przykrywało hałdy odpadów.
Dzieci rysowały słońce nad hutą,
choć słońce było blade od dymu.
Ich marzenia miały kolor popiołu,
lecz w oczach wciąż iskrzyła nadzieja.
Bo nawet w ziemi skażonej latami
może wyrosnąć trawa uparta.
A prawda, choć ciężka jak ołów,
z czasem zaczyna ciążyć sumieniom.
Pokaż interpretację muzyczną (AI) Ukryj interpretację muzyczną
To jest interpretacja muzyczna wygenerowana przez AI, nie utwór autora wiersza.
Interpretacja AI
Ołowiana hostoria
0
0
6 odsłon