Ołowiana hostoria

Pamięć
Okładka: Ołowiana hostoria
Pod niebem ciężkim jak przemysłowy dym
rosły dzieci o dłoniach szarych od pyłu.
Plac zabaw miał smak metalu,
a wiatr niósł więcej niż śmiech.

Komin był jak zegar –
odmierzał czas trucizną.
Każdy dzień opadał warstwą osadu
na parapetach, w płucach, we krwi.

Matki patrzyły w oczy lekarzy,
szukając w nich słów lżejszych niż ołów.
Wyniki badań brzmiały jak wyrok
pisany chemicznym wzorem.

Szkoła pachniała kredą i strachem,
bo ktoś powiedział: „to tylko norma”.
A norma była szeroka jak milczenie,
które przykrywało hałdy odpadów.

Dzieci rysowały słońce nad hutą,
choć słońce było blade od dymu.
Ich marzenia miały kolor popiołu,
lecz w oczach wciąż iskrzyła nadzieja.

Bo nawet w ziemi skażonej latami
może wyrosnąć trawa uparta.
A prawda, choć ciężka jak ołów,
z czasem zaczyna ciążyć sumieniom.
0 0
58 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

15 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie