Tren 6,6
Już nie płaczę, jest mi strasznie niedobrze
Nie ma Red Bulla, lecz myśl po nim nie umrze
Niedawno był cały, a już pudełeczko puste
Z jakiej przyczyny? Dlaczego? Dziś nie usnę!
Rozpaczam sam, mój azyl miętą nie pachnie już
Rozpaczam wciąż, a w tabakierze już kurz
Gdyby choć trochę przypominał byczka mego
Którego kocham z nosa pustego i serca całego
Znowu muszę szybko uzbierać drobne
By mieć samopoczucie w końcu dobre
Cena nie duża, a zaiste szatańska
Bo 6,6 zł idzie na nowego czerwonego „bobaska”
Marzę o tym, by być na ulicy Kopernika
Podejść po szybkę i poprosić o byka – łzawnika
Choć wiem że nie nasyci mej duszy nawet góra
Nowego, świeżego, zajebistego Red Bulla
Powodem tego jest mego nosa wnętrze
Jest tam czarna dziura, mieści snuffa chytrze
Nie zatka jej nawet Chapman Strong – zapchajdziura
A on to przecież mocny jest jak nad morzem wichura
Są wydarte na mej klawiaturze dwa klawisze
Nie żadne „x” i „D” tylko „G”i „o” – to nad nimi wiszę
Jak ksiądz w celibacie, myśli o w albie małolacie
Co nosi stringi albo jeszcze gacie po tacie
Tak ja bez tabaki mej kochanej myślę
Aby założyć ogromną snuffa fabrykę.
Idę zaszyć nos mój pusty, by kakao
W nim przypadkiem nie zawitało.
Nie ma Red Bulla, lecz myśl po nim nie umrze
Niedawno był cały, a już pudełeczko puste
Z jakiej przyczyny? Dlaczego? Dziś nie usnę!
Rozpaczam sam, mój azyl miętą nie pachnie już
Rozpaczam wciąż, a w tabakierze już kurz
Gdyby choć trochę przypominał byczka mego
Którego kocham z nosa pustego i serca całego
Znowu muszę szybko uzbierać drobne
By mieć samopoczucie w końcu dobre
Cena nie duża, a zaiste szatańska
Bo 6,6 zł idzie na nowego czerwonego „bobaska”
Marzę o tym, by być na ulicy Kopernika
Podejść po szybkę i poprosić o byka – łzawnika
Choć wiem że nie nasyci mej duszy nawet góra
Nowego, świeżego, zajebistego Red Bulla
Powodem tego jest mego nosa wnętrze
Jest tam czarna dziura, mieści snuffa chytrze
Nie zatka jej nawet Chapman Strong – zapchajdziura
A on to przecież mocny jest jak nad morzem wichura
Są wydarte na mej klawiaturze dwa klawisze
Nie żadne „x” i „D” tylko „G”i „o” – to nad nimi wiszę
Jak ksiądz w celibacie, myśli o w albie małolacie
Co nosi stringi albo jeszcze gacie po tacie
Tak ja bez tabaki mej kochanej myślę
Aby założyć ogromną snuffa fabrykę.
Idę zaszyć nos mój pusty, by kakao
W nim przypadkiem nie zawitało.
0
0
4 odsłon