Ironia losu...
Zagubiona poprzez mgłę
Szłam z kimś nieznanym mi wcale
Ufałam,kochałam; tam topiłam me smutki
Pomimo nauk dawanych mi stale
Iż ufność naiwnych zazwyczaj to znak
Nie chciałam w to choć trochę uwierzyć
Pragnęłam oglądać gwiazdy leżąc z nim na wznak...
Zaufanie, fakt - nie istnieje
Lecz intrygujący jest jego czar
Bo ludzie zawodzą i ranią na wzajem
Kto w to nie wierzy, to jego mar
Lecz zła ni jestem, to moja była wina
Ni chcąc cię skrzywdzić, tak postąpiłam
Czy powinnam była pozwolić na to kochanie?
Pić z twego kielicha, czy myśleć, co dalej?
Pokazałeś mi świat i ja pokazałam go tobie
Dziękuję za czas, naukę i dopomogę
Cóż więcej pozostaje?
Żałować, że się tobie tak oddałam?
Dziękować losowi, że cię spotkałam!
Szłam z kimś nieznanym mi wcale
Ufałam,kochałam; tam topiłam me smutki
Pomimo nauk dawanych mi stale
Iż ufność naiwnych zazwyczaj to znak
Nie chciałam w to choć trochę uwierzyć
Pragnęłam oglądać gwiazdy leżąc z nim na wznak...
Zaufanie, fakt - nie istnieje
Lecz intrygujący jest jego czar
Bo ludzie zawodzą i ranią na wzajem
Kto w to nie wierzy, to jego mar
Lecz zła ni jestem, to moja była wina
Ni chcąc cię skrzywdzić, tak postąpiłam
Czy powinnam była pozwolić na to kochanie?
Pić z twego kielicha, czy myśleć, co dalej?
Pokazałeś mi świat i ja pokazałam go tobie
Dziękuję za czas, naukę i dopomogę
Cóż więcej pozostaje?
Żałować, że się tobie tak oddałam?
Dziękować losowi, że cię spotkałam!
0
0
5 odsłon