Pokojem widziany
Cicha ciemność powoli oknami wpływa,
uparcie spór z blaskiem świecy toczy.
Ona potężna, on zaś nikły.
Tak pojedynek pomiędzy nimi się rozgrywa.
Na arenie nocnego pokoju.
W tej chwili nocnego, za chwilę porannego,
lecz ciągle własnego kawałka świata.
Pośród czterech ścian,
ściera się całe jestestwo dnia każdego.
Powoli stygnie już herbata,
na parapecie słychać tętent kropli deszczu.
W półmroku własnego pokoju, własnej celi
zachwyt nad cudem nocy ogarnia.
A wiatr szeptem za mną woła,
pobaw się ze mną.
uparcie spór z blaskiem świecy toczy.
Ona potężna, on zaś nikły.
Tak pojedynek pomiędzy nimi się rozgrywa.
Na arenie nocnego pokoju.
W tej chwili nocnego, za chwilę porannego,
lecz ciągle własnego kawałka świata.
Pośród czterech ścian,
ściera się całe jestestwo dnia każdego.
Powoli stygnie już herbata,
na parapecie słychać tętent kropli deszczu.
W półmroku własnego pokoju, własnej celi
zachwyt nad cudem nocy ogarnia.
A wiatr szeptem za mną woła,
pobaw się ze mną.
0
0
5 odsłon