banałami po bandzie

w realiach niebajkowych
dwudziesty siódmy tydzień
kopciuszek czeka by nastała światłość
w rozkwit brzydkiego kaczątka

macocha oddycha czymkolwiek
trzy brzydkie siostry mają szmery w płucach
od nienawiści zazdrosne stosunkiem do człowieka

książę niekoniecznie brunet zgrywa szu
mierząc pantofelki wszystkim napotkanym
na czarnym koniu nocą bez miary
ośmiokrotny kot przebiega mu drogi

stara rozpostarta półdupkiem na fotelu
otwiera wino zębami
snując elegie o budowaniu obrazu
domowym ogniskiem szturmuje dusze
rozkapryszonych córek
chciał nie chciał skazanych na shawshang

tylko poezje znad kwiecistych łąk
budują maleńki dom na zaciszu
dwudziesty siódmy raz z rzędu
4 4
1 odsłon

Komentarze (4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 13 lat temu
o kurcze:)
firlo 13 lat temu
:)))
A
anonimminieczas 13 lat temu
czemu 27?
karioka83 13 lat temu
;)) Czyli mamy naszą małą oazę na poezjach... i w poezji... Pozdrawiam, Darku- dobry wiersz! :)
22 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie