bez dotyku

kominek dawno wygasł
tylko pustka jeszcze dymi

kolacja przy zniczach
oczami tulę zerwane głogi
leżą luzem
więdną
tak samo spragnione

księżyc i drzewa już nie patrzą
nie śmieją się wraz
jak niegdyś twoje oczy
w ciszy
ptaki poszły skubać pióra

też zapomniały jak się lata

tylko niewypowiedziane słowa
wykolejone jak stutonowy pociąg
porozrzucały ból po torach

na sztywnym obrusie
łzy zmieszane z brudem
butelka johnego

zimna przesłodzona herbata
parzy usta goryczą
kawałek spleśniałej pizzy

i puste krzesło

w tym wszystkim
określić siebie

jakże ciężko
5 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

11 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie