historia pewnego stworzenia

w poniedziałek
przyszła na świat
urodzona bez czepka
biedna ta której heppy end
nie zapisany na urodziny

we wtorek
niebo zrobione na szaro
gorzkie refleksje na dzień ojca
świat dramatów połkniętych w pigułce
kiedy krzyk do samotności
zagłusza nawet lato w zenicie

środą
w czarnej sukni
za młoda żeby umierać
z błyszczącymi oczami
za stara na powiew wiatru

za czwartku
ciszą w domu bez okien
smutek rozpostarł skrzydła
posępne chmury jak sępy
triumfują złowieszczo
szyderczym uśmiechem na suficie
gdzie uschłe drzewa szumią łzami

w piątek
nie śpiewa ptak wykuty z kamienia
pazurami wczepiony w duszę

sobotą
tylko zagubione miejsce na ziemi
fontanną niechcianych róż
usiadło lekko na sercu
jak kolorowy motyl
który jeszcze lżej odleciał


napracował się bóg
a siódmego dnia odpoczął
2 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

19 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie