i tak

już zawsze do końca postaram się być
i po cichu uchylę okno
otworzę dni jak świtlistą zasłonę
pod którą wszystkie swoje chwile zakwitłe tobą
przesiąknięte zapachem twoich perfum
i smakiem pomadki w kolorze karminu
zaklęte w płomień co dzikim żarem rozpalał
nasze ciała by niebo istniało a świat trwał
i układał sny w finezję róż

bedę ci szeptał o zachodach słońca
całując usta przy blasku księżyca
o północy w milczeniu rozchylę ramiona
chociaż nie sięgną gwiazd
wystarczą by objąć tę jedną
przytulić marzenia idące brzegiem rzeki
spojrzeń bez źródła i ujścia
sprawiając byśmy byli bezpieczni

nie myśl o rozkwicie drzew by zerwać owoce
a nasze święto będzie trwało
pójdziemy boso w wezbrania wód
krusząc kamienie i skały co staną na drodze
by móc dotknąć spełnienia i odszukać dom na zaciszu
odkryć nieznane i poznać tajemnice otwartych okien
by jabłonie przyszły do nas prosto z sadu
a bzy mogły przykucnąć przy parapecie pełnym pelargonii

i tak nie patrząc w zwierciadła przesiąkniemy rosą
zatracimy się blaskiem porannych zórz
galopem koni z grzywami pełnymi wiatru
a z zaproszeniem od brzozowych liści
odpłyniemy z uśmiechem w ptakowe gaje
by słuchać trelu na dwanaście skowronków
w uniesieniu
do chwili gdy świat wstanie pierwszym promieniem
oświetlając dwa ciała stanowiące jedność

wtedy będę
3 3
1 odsłon

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Beatrice 13 lat temu
według mnie trochę to za długie, trzecią część bym usunęła, ale to Twój wiersz, pozdrawiam :-)
gizela1 13 lat temu
bardzo pięknie -- wypisałeś cały długopis????
firlo 13 lat temu
:))) Beatrice, tak ... to mój wiersz ...;)))

:))))) Gizelo, tylko połowę ... ;))))))))))

pozdrawiam .. :))))))))))
6 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie