Natchnienie do zabijania

Słowa, które były..

Papierowe, mdłe, aż gorzkie

A teraz..

Żelazne, zimne, ciężkie kraty!

To samo natchnienie z żelaza

Czy zapomina ono choć na chwilę te księżycowe istnienia?

Te anioły, które widzisz

Tak naprawdę..

Mają duże, otwarte oczy

Zasznurowane usta

Oczy zimne, szare, żelazne..

I blask srebrny, lodowaty..

Rozlewa się na ich dusze natchnione

A gdzie Twoje jednorożce?

Dlaczego konie?

…Zapewne tamtym skrzydła i rogi pourywano

Tak słabo skleiło je to natchnienie

I siedzę przed białą kartką

Tak białą, zimną..

Nawet kurzu z niej zdmuchnąć nie mogę

Ale jutro, wiem..

Oszroni ją ból

A ja będę stać z pytaniem

Dla kolejnego samobójcy w tej minucie

Z pytaniem o natchnienie..

On nic nie odpowie

Dosiądzie papierowego konika

Spadnie w przepaść

Drąc głośno gębę

Mignął w umyśle jego żelazne oczy

I zasznurowane usta

Tylko jego zapach zaszczeka na mnie

Porwie mi kolejną nogawkę u spodni

Spadnie łza…
0 0
6 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

5 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie