kiedy zagubię się w codziennym poplątaniu
i trudno mi ze sobą wytrzymać
jadę dotykać dłońmi
błękitu bezkresnego nieba
ciągnę zbolały worek
swego ciała
wciąż dalej i wyżej
zmywając go mieszaniną
adrenaliny i potu
kawałek po kawałku
aż do oczyszczenia
mierzę czas uderzeniami czekana
a kroki wyznaczam chrzęstem raków
w lodowatej bieli
zawieszam swe życie na kawałku stali
jak na wadze poznania
dobra i zła
w którą stroną przechylą się szale
nie wiem
czy darowany mi będzie
jeszcze jeden dzień
i trudno mi ze sobą wytrzymać
jadę dotykać dłońmi
błękitu bezkresnego nieba
ciągnę zbolały worek
swego ciała
wciąż dalej i wyżej
zmywając go mieszaniną
adrenaliny i potu
kawałek po kawałku
aż do oczyszczenia
mierzę czas uderzeniami czekana
a kroki wyznaczam chrzęstem raków
w lodowatej bieli
zawieszam swe życie na kawałku stali
jak na wadze poznania
dobra i zła
w którą stroną przechylą się szale
nie wiem
czy darowany mi będzie
jeszcze jeden dzień
9
7
1 odsłon
kolebki maja na szczycie
drogę srebrzystą jak gwiazdy
tęczą się mieniącą
też po drodze konary
gdzie jedni się dziwią
inni podziwiają
a inni mówią
dziwne
tak jeszcze w poślizgu w;))))))))))))))