Przejdź do treści

PTASZKI TRZY

O zwierzętach
Dziś pod oknem na trawniku O nic było dużo krzyku Gołąb, sroka, wróbel mały Urządzały wrzask ten cały Stały w trójkę i dziobały Jakiś wielki problem miały O co była draka cała O torebkę co wisiała Tuż za nimi, bo na krzaku Patrzą, wisi torba maku Sroka, aż się oblizała Dziesięć piór bym za nią dała Głodna była i mlaskała I za brzuszek się łapała Gołąb podszedł na spokojnie I nie myślał tu o wojnie Stary był i przeżył wiele No i miał już wyższe cele Sroka mu się podobała Lecz nic o tym nie wiedziała Gołąb wstydził się powiedzieć No więc musiał cicho siedzieć Póki co, bo miał już w planie To wspaniałe swe wyznanie Wtedy wróbel szybko ruszył Najpierw trochę się popuszył Taką chęć miał na ten mak Chciał go zabrać, ale jak? Nie miał siły, był za mały Żeby zabrać worek cały Ale gadał i marudził Ciągnąc torbę wciąż się trudził Przyjaciółmi wszyscy byli A znów o coś się kłócili Być na zawsze razem chcieli Lecz o maku dziś myśleli Sroki wszyscy się słuchali Bo ją zawsze podziwiali Ona była wielką panią Wszyscy pracowali na nią Teraz też pomocy chciała Bardzo słabą udawała No i się zaczęła migać Bo nie chciało jej się dźwigać Mówi do nich bierzcie maczek By nie został tu dla kaczek Maku podział będzie w domu Nie zabraknie go nikomu Maku tyle przecież było Wojsko by się wyżywiło Teraz jeszcze nasza sroczka Zaczesała na bok loczka Popatrzyła, pochodziła I nie była zbytnio miła Który z was ma więcej siły ? Ptaki głowy odwróciły Sroka pyta po raz drugi Kto jest gotów na lot długi ? Gołąb miał za duże sadło I na wróbla tu wypadło Sroka wróbla obejrzała Toż to nie ptaszyna mała Uda mu się dźwignąć mak Bo ja sroka mówię tak Gołąb się sprzeciwił temu Przecież sił brakuje jemu On nic nie jadł od soboty Nie pasuje do roboty Da on radę niech spróbuje I niech gołąb nie mędrkuje Sroka głośno powiedziała No i wróbla popędzała Wróbel jęknął dość cichutko Że on może nieść malutko Że nie umie dźwignąć tyle I przeprasza za to mile Sroka na to rzekła srodze Wziąłbyś to na jednaj nodze Ach ty leniu wróblowaty Weźmiesz to choćby na raty Sroka zła jak osa była I mu piórem pogroziła Potem jednak złość jej przeszła Posmutniała i odeszła Pomyślała, zawróciła Z żalu głowę aż spuściła Oczy łzami napłynęły A poliki się wydęły Sroka trzęsie się i szlocha W głębi duszy wróbla kocha Gołąb też jest dla niej bliski Jedli razem z jednej miski Od początku przy niej żył Dobrym ptakiem zawsze był Sroka myśli o nich czule Muszę przyznać rzekła z bólem Że za siebie was przepraszam Wszem i wobec to ogłaszam Źle was zawsze traktowałam Do południa ciągle spałam Wy mi w domu sprzątaliście I zakupy robiliście Rządzić wami zawsze chciałam I nic z siebie nie dawałam Teraz płaczę i żałuję I poprawę obiecuję Łzy jej lecą na około Jest jej bardzo niewesoło Wtedy gołąb przerażony Czułym głosem jak do żony Moja sroczka ty kochana Czemuś ty jest zapłakana Ja cię w dziubka ucałuje No i wróbla adoptuje Nikt nie będzie z was już sam Bo rodzinkę stworzę nam Sroka z wróblem zaskoczeni No i bardzo ucieszeni Skaczą w górę i śpiewają Klaszczą i na dziobach grają Maku trochę tylko wzięli A o reszcie nie myśleli Każdy cieszył się z drugiego Każdy miał kogoś bliskiego W szczęściu żyła ta trójeczka I tak kończy się bajeczka
42 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie