Szczytu

Ruchem gorętszym od stali słońca

zagęścić zmierzch do jednej kropli

która się stacza ślisko wrząca

i po kolei gwiazdy strąca

sepleniąc drżące imię róży



Tobie już nikt nie wyjaskrawi

dzwonno pędzących suchych sopli

i jak bez-gestem milcząc dławi

i jak bez-czasem pędy trawi

bezgłowy grymas pod-rozpusty



Choć rozdeptanym bez krwi ustem

wskrzeszam swe resztki wpół dotyku

w szklanym nocniku oczy puste

w szklanym nocniku oczy puste

patrzą na miłosierdzie szczytu
0 0
1 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie