Szczytu
Ruchem gorętszym od stali słońca
zagęścić zmierzch do jednej kropli
która się stacza ślisko wrząca
i po kolei gwiazdy strąca
sepleniąc drżące imię róży
Tobie już nikt nie wyjaskrawi
dzwonno pędzących suchych sopli
i jak bez-gestem milcząc dławi
i jak bez-czasem pędy trawi
bezgłowy grymas pod-rozpusty
Choć rozdeptanym bez krwi ustem
wskrzeszam swe resztki wpół dotyku
w szklanym nocniku oczy puste
w szklanym nocniku oczy puste
patrzą na miłosierdzie szczytu
zagęścić zmierzch do jednej kropli
która się stacza ślisko wrząca
i po kolei gwiazdy strąca
sepleniąc drżące imię róży
Tobie już nikt nie wyjaskrawi
dzwonno pędzących suchych sopli
i jak bez-gestem milcząc dławi
i jak bez-czasem pędy trawi
bezgłowy grymas pod-rozpusty
Choć rozdeptanym bez krwi ustem
wskrzeszam swe resztki wpół dotyku
w szklanym nocniku oczy puste
w szklanym nocniku oczy puste
patrzą na miłosierdzie szczytu
0
0
1 odsłon