Przejdź do treści

Bogowie nie mają odbicia w lustrach

Przestrzeń marszu kąsa. Stopy, powolne każdemu kikutowi, wykopują z piasku szlachetny minerał, odpycha, pycha się skrzy, szlifowana w dalszych od miejsc wymarszu murach - - te fałszują nawet mękę wdechu i wydechu w każdej pieśni należnej tłumowi. Przestrzeń marszu męczy; słońce nieprzyjazne, już nie górnolotne, błękitnieje lecz żyje w snach prześnionych, co przestają istnieć w każdym kroku, w każdym małym powrocie. Dzień w klatce oczekuje spełnienia nocy, co na wygasłych progach umie grać serenadę; złe twarze rozpoczynają zrzut; po palcu taka pieśń, po palcu i czas, spędzony w filozofii marszu. Rzeczywistość pluje na niedokończone gonitwy. Przestrzeń bogów; wiec i świt, co budzi umarłych, ich serca już nie drżą – małostkowe rzeczy, kochankowie przepływają przez dłonie, gęstnieje zapomnienie w ustach - - purpura rozstań przenika niczym ból w stopy. Niepokalany dotyk obecnie aż krzyczy o ciało. Przestrzeń postoju nie zaprasza; w nas samych umierają lata, głupota jest cierpliwa – także umrze, choć cierpliwość jak sprzed wielu laty. Zagłaskajmy na śmierć uczucie, cierpcy aż od szczęścia, zagryźmy płomień w słońcu, wyrzućmy odejścia – więcej bowiem znaczy ciągłe poszukiwanie przerwy, obelisku serca na ruchomym piasku, połączeń dopalonych już dawno, znużeń, przyzwyczajeń. Wszak bogowie żadnej wiary nie maja odbicia.
51 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie