kiedyś...
kiedyś zbyt mocno
kochałem konie w ciemnościach
pędzące z wichrem w parze
poprzez przestrzeń bezkresną
kiedyś w krainie elfów
tańczących w kroplach rosy
w promieniach wschodzącego słońca
odnalazłem czarodziejkę
o ślicznych i mądrych oczach
która podarowała mi
najcudowniejsze kolory świata
utkane z nitek nadziei
wówczas chciałem dla swej pani
wyławiać wraz z mewami
najpiękniejsze sny
z oceanu spełnionych marzeń
i podawać je na tacy
wykutej z najjaśniejszych gwiazd
wówczas chciałem dla jej oczu
z obłoków ukraść tęczę
i wszystkie kwiaty wszechświata
przepojone najsłodszą muzyką
u stóp jej złożyć w darze
z małym motylkiem w podzięce
wtedy konie pędzące
poprzez przestrzeń bezkresną
które kochałem zbyt mocno
porwały mnie ze sobą
wirując w szalonym pędzie
bym pozostawił na zawsze
w obrazku mgłą malowanym
bezpowrotnie gasnące milcząco
te oczy smutkiem zasnute
dziwnie mokre
kochałem konie w ciemnościach
pędzące z wichrem w parze
poprzez przestrzeń bezkresną
kiedyś w krainie elfów
tańczących w kroplach rosy
w promieniach wschodzącego słońca
odnalazłem czarodziejkę
o ślicznych i mądrych oczach
która podarowała mi
najcudowniejsze kolory świata
utkane z nitek nadziei
wówczas chciałem dla swej pani
wyławiać wraz z mewami
najpiękniejsze sny
z oceanu spełnionych marzeń
i podawać je na tacy
wykutej z najjaśniejszych gwiazd
wówczas chciałem dla jej oczu
z obłoków ukraść tęczę
i wszystkie kwiaty wszechświata
przepojone najsłodszą muzyką
u stóp jej złożyć w darze
z małym motylkiem w podzięce
wtedy konie pędzące
poprzez przestrzeń bezkresną
które kochałem zbyt mocno
porwały mnie ze sobą
wirując w szalonym pędzie
bym pozostawił na zawsze
w obrazku mgłą malowanym
bezpowrotnie gasnące milcząco
te oczy smutkiem zasnute
dziwnie mokre
0
0
7 odsłon