gwałtownie

zapachniało mi kupą była jesień będzie problem pomyślałem szedłem przez park przestałem palić już kilka lat wczesnym popołudniem a zresztą teraz już opakowania mijałem śpieszących nie miałem chusteczek i chyłkiem poruszających się nie pozostało nic innego kilku przechodniów z koszmaru ulicy wiązów poszukać liści jak jakieś senne mary w głębi pośród drzew kucnąłem po chwili było już po wszystkim użyłem liścia „kasztanowca” jego kształt przywołał dawne obrazy

...
był maj środek wiosny
właśnie skończyła się wojna
stałem na dworcu w Offenburgu...

czekałem na pociąg do Karlsruhe
dookoła kręciło się mnóstwo
amerykańskich żołnierzy pośród nich
było wielu Murzynów
ich szaleńcza jazda Jeepami z nogami
na kierownicy zamiast rąk wzbudzała podziw
i przyprawiała o dreszcze ale jakimś cudem
nie doszło nigdy do wypadku...

jeden z nich zatrzymał się przede mną...
popatrzył chwilę sięgnął do lewej kieszeni kurtki
wyciągnął dziwnie wyglądającego jakby
wymiętego papierosa

- cigarette? - danke! sięgnąłem
- you are deutche? - nein, Pole
...uśmiechnął się szeroko i na odchodne
rzucił mi paczkę Lucky Strike...
bez fitra...


...
do domu dotarłem wieczorem
2 1
1 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

zyga66 10 lat temu
druga część
24 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie