Przejdź do treści

pochód i zgrzyt

ciemną nocą włazi do mych ścian niepewność prostując plecy… odrzuca mnie jej alkoholowa woń mizerny głos w powieki uderza jej krępa dłoń chwyta mą szyję i dusi słowa pełne bólu wlewa do mych ust wiec przeklinam ileż ona goryczy słońca ileż brudu wiosny kryje pod swym fałszem pod swym silnym spojrzeniem za nią kroczy jak gdyby nigdy nic tęsknota… bezlitosna i smukła chodnik mi szykuje z kolców róż i bezczelnie karze mi kroczyć przy sobie twierdząc żeśmy niby nierozłączne a ja wciąż jak bestialsko zamordowana i do życia wrócona słucham jej podszeptów ileż ona wspomnień ileż marzeń kryje pod swoim płaszczem pod swym uśmiechem szyderczym za jej postacią piękną wchodzi czy wbiega ból… wybucha swym jazgotem wdziera się w moja skórę przyszpila mnie głowę w ścianę wbija serce z piersi wyrywa i z błotem miesza padliną czyni to co niegdyś żyło karze gryźć krawężniki okrucieństwem rzygać oczy łzami zalewać ileż zwątpień ileż bezradności kryje pod swym urokiem pod swym parszywym westchnieniem
78 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

7 online · Taanatos

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie