by do butelek nie zaglądać,
teraz dzwony głośno biją,
w głowie mu kowale walą.
Sylwestra hucznie świętował,
z towarzystwem zabalował,
dzisiaj go już nic nie cieszy,
ma ochotę siedzieć w ciszy.
Zrobił blady się jak ściana,
gdy go w domu beszta stara,
cicho westchnął: "Prawdę mówisz,
ze mną przecież się nie nudzisz".
Gdy już koniec jest kazania,
wszak już nie ma do dodania.
















