Psychiczny, filozoficzny, wmówiony, wmuszony, Fizyczny, teologiczny,ból istnienia, urojony, Ból wywołujący rozpacz, ból śmierć prowokujący, Ból skończony, rozpoczęty, ból płaczący... Ból zadawany, ból przyjmowany, odbierany,...
Utwory
w mojej głowie jest zbyt tłoczno rozglądam się za wolnym miejscem chce usiąść dziś jako widz krytycznie przyjrzeć się widowisku moja subiektywna ocena dotąd była bardzo wysoka każda myśl szlachetna warsztat nader wyniosły...
jak się troszczysz przecież nic tutaj nie ma gołe ściany firany stół blat opuszczony przez miskę ciepła rozwaloną z hukiem na pół jak się troszczysz nie gadam z pięściami nie znam takiego dialektu urodzona jestem w de...
połamałam kolana stukając nimi o zimną posadzkę za każdym upadkiem posadzili mnie na wózek dopadła jeszcze beznadziejność miałam cztery koła do dyspozycji urodzaj nie przynosił plonów paradoks stapiał się z paradoksem...
cała ja - i oczy i włosy i myśli i serce i nogi i ręce ciało wraz z duszą oddech ze zmysłami uszy i plany mądrość zwierzenia troski i rany radości cierpienia cała ja zapleciona w warkocze Twoimi rękami jestem tak...
tworzysz magię tą nieobecnością uciekają myśli do twych spojrzeń uciekają ręce kiedy we śnie szukam twoich objęć tworzysz mnie gdy cię nie ma taką bezludną i ogłupioną i rodzi się tęsknota jakiej nie znałam i ciche dni...
nie ważne co powiesz i tak wiem nie ważne dlaczego się uśmiechasz to oczywiste nie muszę pytać by znać odpowiedź taki stan umarłam w tobie ja cała od stóp do głów umarłam zapatrzywszy się na te oczy taki stan...
nieistotne rzeczy zamykam pod klucz niech świat nie widzi tego co brudne ułożyłabym piękny obraz ze wszystkich postanowień zabrakło puzzli każą mi cieszyć się ułomnością niezdarnością słabością to takie słodkie dziecin...
patrzysz na mnie tak jakoś dziwnie przestaliśmy się rozumieć zachwycać tym samym wschodem słońca układaliśmy kiedyś w podobny sposób nasze myśli w objęciach zamykaliśmy strach już nigdy nie będzie tak jestem taka odrętwi...
nie zamykaj oczu z każdą taką sekundą ucieka światło nie zamkniesz go pod powieką ocieraj się ciałem o promienie spalając na wiór cieszę się każdym dniem w tym oczarowaniu moja bańka mydlana posiada misternie zaplanowaną...
jestem odrobiną ciszy pośród zgiełku tłuczonych pozytywek zabijacie piękno w zarodku zamiast wynosić je na piedestał nikt mnie nie rozumie a przecież do kogoś należę jestem przegrana na starcie depczecie moje dłoni...
chciałabym być Małgorzatą mieć swojego Mistrza niech dla mnie tworzy dzieło doskonałe zakazane niech chcą nas spalić będę trwała wiernie jak pies i nie stanie się to poniżeniem a spełnieniem chciałabym być Małgorza...
pisałeś mi na dłoniach jak mnie kochasz pocierałam dłonią o dłoń tyle było w tym miłości do pierwszych chwil potu ukamienowaną postawiłeś w kącie pomnik runie prędzej czy później z patologią trudno żyć dopóki się je...
ulica o tej porze jest pełna gapiów błąkają się jak w klatkach z każdej strony ściana niby gdzieś idą ulica o tej porze świeci blaskiem słońca który odbija się pod stopami o brudny asfalt stoję na środku wyglądam dziwn...
twój dotyk jest kaszmir nie zapomnę tych dłoni całowałeś ten pierwszy raz aksamitem każdy kolejny był drogocenniejszy ubrałabym się w ciebie od stóp do głów wyglądałabym jak księżniczka wykupiona przez wybranka zos...
była ona zawinięta w prześcieradło udawała ducha i był on jak niewykupiona recepta przeciwbólowa było siedem wzgórz siedem pagórków siedem kolorów rozpostartych tęczą nad nieboskłonem siedem było przymiotów miłości...
leżę potrafię palcem ryć w skale moje postulaty przebijam samym wzrokiem kruszę głazy leżę między Romeem a Julią przyprowadzę tutaj Weronę te pomniki zbuduję jeszcze raz taki tragizm kamień po kamieniu brzydota...
jestem tobą w nim nim w tobie cząstką całością impulsem potrafię porazić i przeszyć na wskroś mur nie do przeskoczenia rękopis który płonie traktat ryty na glinianych skałach jestem urojeniem i myślą domys...
poczekam aż otworzą Ci się oczy będę szarpać dopóty nie wytargam wracam w te miejsca zapomniane zbieram po nich okruchy ziarnko do ziarnka aż wyhoduję łabędzia wtedy zaśpiewam miłośc jak tęcza ma siedem kolorów jed...
zamknąłeś mnie w sobie przez te kraty nic nie widzę patrzyliśmy na siebie jak dzieci tak niewinnie przeraża mnie taki dotyk obdarty z żądz czysty to nienormalne żeby tak kochać wyjdę na wolność odczuję syndrom ce...