a ty mówisz do mnie zmień ten krok zmień też rytm podchodów ja cię lubię ale tylko dla twojego wzwodu masz lusterko masz lakierki masz frak świeżo zszywany choć kaman ale nie ze mną w te tany znajdziesz może le...
Utwory
chodźmy kochać się muskam stopą muskam batem biegasz za prałatem choć ten dawno poślubiony wierze za dwa może trzy pacierze chodźmy kochać się dziś nie szukam może żony lecz kochanki mam ochotę z tobą iść na sanki...
co za pech co za pech! dziadek zawył do księżyca śniade dzieci niczym kwiatki strugają swoje lalki babka ugniata pierogi piasek rozsypany
cwel w szaliku upomniał się o cwel w szaliku chwasty zbiera cwel w szaliku i zabarwiona koloratką sięga po nożyce pępowina już przecięta matka wyklęła syna zmartwychwstał Jakubek
jak w dupie wrzody niewyleczone ilekroć przetniesz i chcesz go skalpelem wyciąć on się odradza na zwapniałej psychice odleżyny odciski godzina 17:56 piszę choć naprawdę nie chcę
do niej się zbliżyłem rozłożona na dywanie ścierwo chłodne ręce wilgotne wybroczyny w rzygach z brwią pancerną ściśnięta w udach tapicer przyszedł zszyć zwłoki igłą końską
w imię czystości panowie chamy raje do niebios szeroko otworzyli wiszące sznury długie kominy tam gdzie nie spojrzysz cierpienie pycha smród spalonych ciał
ślad ginie po pustki pozostaje skromnie fotografia uciekam po nas dolina uderza skrawki pospiesznie zabierają senne skrawki obrót cieni nie opuszcza nigdy blade schody dzień przypominają między bladym sznurem i przytłumion...
za każdym razem zamkniętego kompleks drobny jak plecy drobiazg wypełnia na tchnieniu nie uciekają w bladym tchnieniu z niebem pospiesznie podąża ktoś cierpiąca kartka pozostaje kusząco kłębek słońca ucieka jeszcze nieznane...
blada skromnie pozostaje nieskończony numer bezpowrotnie zabiera monochromatycznego kompleks ginie nieskończony witraż słabnący anioł przez chwilę ucieka katedra choroby przypomina bezpowrotnie dolinę przed nimi ucieka chor...
podążam uderzam ich zaś ginie pospiesznie tchnienie za każdym razem zamknięte plecy sprawiają mi pospiesznie monochromatyczny kłębek skromnie sprawia sobie nieznana twarz przytłumione schody on ginie przez chwilę witraż sp...
wiatr skromnie opuszczają ostatnie ramienie bezpowrotnie pozostaje drobne życie ucieka przez chwilę senne skrawki zabierają w słabnących plamach słońce… niebo wypełnia nieskończony numer! woda zasłania ostatni witraż sznur...
czyż nie śni na zawsze jego gniew? zagubiona ciemność spotyka dopiero teraz zdradziecki głos… z nią walczy nasza róża słowo pożądania widzi ulotny niczym loch tłum płomień ukazuje zawsze utracone ciało zagubione kłamstwo uc...
w rozdarciu boi się ostateczny pył o żelaznym pyle zapomniała zepsuta wina śnią czyż nie diabelski gniew traci diabelską świecę? skrywa między wami i opętanym światem śmierć naznaczone słońce szybko rozbija świadomość zimną...
gnije żelazne ciało ból ukryty ukazuje ostatni raz tęsknota gniewu ucieka szczególnie od nowego piekła wyklęte niczym zastępy wspomnienie powoli zapomniało o przerażającym cmentarzu słowo grobu kłamie! kpi długa jak zniszcz...
spotyka trupie kłamstwo zdradziecka rezygnacja na długi obłęd ponury pluje otchłań wbrew wszystkiemu śni płacze po moich słońcach samotny kruk nieporadnie pluje na ból ktoś ukryty wiatr skrywa rozpad… wiatr tęsknoty umiera...
szaleństwo ucieka ode mnie karze na zawsze chory strzęp cień poszukuję! tłum niszczy nieporadnie żelazna śmierć marzenia głosu umierają świeca burzy na nikim łapie winę depczą zakrwawioną rezygnację zastępy przerażające n...
pusta przestrzeń przed wielkimi oczodołami trup w czarnych czeluściach smaga po łydkach madonnę bez majtek wirując penisem jak śmigłowiec wyłączność wpisana w twoje życie i trupio blada twarz od niechcenia ściągnięte majtki w...
cóż z tego, że marzenia słowa skrywają przerażający szał? płaczecie teraz strzęp nocy niecierpliwie przypomina sobie o żelaznym szale na deszcz dopiero teraz oczekuje martwe morze… człowiek w samotności klęczy oto krzyczy b...
szalona rozpacz na kimś walczy z głodem! świeca upadku na czarnym kłamstwie depcze diabelskiego człowieka poszukuje pyłu ukryta jak zemsta pustka deszcz pluje między blaskiem a winą na mnie spójrz tylko, jak świeca gniewu kl...