Przejdź do treści

Feniks

O śmierci
Lecę a pode mną ciemność Strach, ból, groza, męka, mierność Iskrę wzniecam piór trzepotem Światło mym kieruje lotem Zaś żywotem – nieśmiertelność Padnę – w popiół się obracam I znów w pełni sił powracam I gdziekolwiek lot kieruję Jarzma śmierci już nie czuję Kiedy w życie się zatracam Jakież szanse daje siła Która ze mnie uczyniła Twór co życiem równy bogom Śmierć mym wszystkim dając wrogom A mnie przed tym uchroniła Więc się wznoszę nad chmurami Nad wojnami, ciał stosami Jam posłańcem jest wieczności Cały świat to moje włości Jestem słońcem, niebiosami Zwalniam lot niech gwiazdy zgasną Przyćmić pragnę aurę własną Potrzebuję ciemnej nocy Aby dostrzec dar mej mocy Jednak w koło ciągle jasno Światło w którym ciągle kroczył Teraz mi wypala oczy Jasność moje dusz zwierciadła Oślepiła blask im skradła W końcu proces mi wytoczy Słońce wschodzi i zachodzi Czas wciąż życie nowe rodzi A ja tkwię jak zapomniany Twór od śmierci zachowany Patrząc znów jak świat odchodzi Ach, zaczekaj łez padole Śmierci nagnij swoją wolę Wszystko płynie i dlatego Nie chcę przeżyć świata tego I wieczności zostać kole Jednak cisza odpowiada Znów umiera gwiazd gromada Ja dryfuję w gruzach świata Odliczając swoje lata Od znaczenia słowa "biada" Wszystko wprawdzie popłynęło To umarło, to zginęło W miejsce zaś błogosławieństwa Wdał się gorzki jad przekleństwa Zmiany się dopełnia dzieło Umrę. Znów jak słońce wzejdzie Wraz z nim się po niebie przejdę A gdy ono już nie wzejdzie I gdy wszechświat już odejdzie Wówczas razem z nim odejdę.
77 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie