Przejdź do treści

Góral

Humoreska
W gimnazjum zabrano nas w Tatry na wycieczkę. Świetny pomysł, by ograniczyć w głowach sieczkę. Sam już wcześniej bywałem z rodzicami w Tatrach. Nudziło mnie chodzenie tylko po dolinach. Wolałem rozmyślać o koleżance śliskiej. Na drugi dzień zabrano nas do Kościeliskiej. Wychowawca stanął w kolejce po bilety. Kumple schowali w swoich plecakach kastety. Nagle usłyszałem straszliwe konia rżenie. Momentalnie poczułem zaniepokojenie. Zwykłem być bardzo wrażliwy na krzywdę zwierząt. Trudno było żyć, o bestialstwie ludzi wiedząc. Podążałem przez parkingi za odgłosami, Które wypełniały się jakimiś świstami. Dostrzegłem dwóch górali. Jeden fajkę palił, A drugi z nich stał na środku i konia walił! Biedne zwierzę cyrkowym biczem obrywało. Najprawdopodobniej za nic mu się dostawało. Dostrzegłem na brązowym zadzie pręgi krwiste. Powinienem był wtem zadzwonić na policję, Lecz wziąłem sprawy w swoje ręce rozwścieczony. Popchnąłem górala, który był zaskoczony. Przewrócił się na ziemię, odebrałem mu bat I zdzieliłem go nim prosto w zarośniętą twarz. Góral zaczął wrzeszczeć i złapał się za czoło. W naszą stronę kilku górali się rzuciło. Wtem dostrzegłem, że góral bardzo mocno krwawi. Trzymał się za oko, a krew między palcami Skapywała obficie na parkingowy żwir. „Moje oko! Nie mam oka!” – wydzierał się zbir. Pożałowałem mego czynu zuchwałego. Szybki przyjazd pogotowia ratunkowego Tej sytuacji polepszyć nie był już w stanie. Mogłem być pewien, że czeka mnie ciężkie lanie. Oko częściowo wypłynęło z oczodołu. Potwierdziłem swą winę w ramach protokołu. Policja zabezpieczyła pejcz i stadninę. Próbowałem jakoś odwrócić swoją winę. Tłumaczyłem, że góral nad koniem się znęcał. Komendant lecz rzekł, bym policji nie wyręczał. Z wycieczki mą osobę oddelegowano. Doniesienie do prokuratury złożono. Na rozprawę przybyła pisowska hołota. Górala uznano za dobrego człowieka. Liczyło się, że codziennie w kościele bywał, Ale już nie, że nad zwierzętami się znęcał. Ponoć raz kobyłkę nad Morskim Okiem zatłukł, A ojciec za odwagę na kwaśne jabłko mnie stłukł. Sąd odkrył moją opozycyjną działalność. Wysłuchałem wyroku, odczuwając marność. Dopadł mnie kurator. Musiałem płacić rentę W wysokości pięciuset złotych miesięcznie. Nie mogła mi pomóc nawet mej matki miłość. Takie oto mamy prawo i sprawiedliwość…
70 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

4 online · flora_pisze

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie