Przejdź do treści

WIECZOREM JEST JUŻ BARDZO BLISKO...

--------------------------------Tomasowi Eliotowi -----------------------Wiara wtrąca w ciemność ---------------------------------św. Jan od Krzyża Wieczorem jest już bardzo blisko do świtu – bez Ciebie w nim żyję głową o mur się kłaniam mur niewidzialny, gdy oko nie widzi krople są słodkie – łzy posądzone o zdradę smaku metafizyczny orgazm upaja nieludzko nieograniczony Tobą Z krwią, która w oku stoi które kapie chcę połknąć miłość ustami z powietrza zlizuję światło oddechu by całe ciało zmysł wzroku posiadło ***** Tak mało czasu, więc o czym tu mówić? Powietrze – to chyba w nim wszystko się kończy powietrze rzednie, bo jakby inaczej mogły się kurczyć uczucia i być w zaniku i krajobrazy, i domy, i wiary? ***** Samotność bez Ciebie zapijam pamięcią rozumu – jest korytarzem powrotu skrótem ucieczki przed sobą w siebie kontynentem zżeranym przez dookolną wodę tunelem w przestrzeni wiecznego miasta która gęstnieje, gdy uciekamy i nas przybliża ***** Coraz mnie mniej w czasie, a więc w przestrzeni dopóki przemijasz w moim oddechu dopóki wydalam Cię z płuc i pamięci a martwe jeziora tlenu topią Twe stada Twą wielość i jedność aż nasycenie nie zazna spokoju ***** Im dalej jestem, tym bliżej jesteś – śmierć się oddala, gdy się przybliża Dobra jest śmierć nagła i dobre męczarnie by wreszcie wyzuty z czasu myślenia nie myśleć o czasie nic już nie mówić i nic już nie milczeć zapijać tylko Słowa wiekuiste tyle znaczą, co cisza zgaszonej latarni – woda brzeg atakuje i połyka ziemię ***** Grzeszny jest człowiek i nieuleczalny a czas biegnie wściekle a białe czoła żółkną, siniejąc Osaczają nas sępy otaczają góry i morza, a czas zniewala, zniekształca, znieczula Nie mówię o wolności o utracie zmysłów żeby nie myśleć o sobie muszę czas utracić to on skazuje na ułomność losu i wyposaża w pewność o rzeczach niepewnych a chciałbym być Tobą i w Tobie jednocześnie oburącz chwycić się Ciebie by nauk wszelkich odnaleźć harmonię stada w Tobie pożerać by w gnieździe karmione pisklęta w jedności były rozbite w wielości były złączone patrzeć na Ciebie stokrotnie jednym spojrzeniem powiększać oddać Ci wszystkie choroby oddać wszystkie talenty dno oddać i szczyty i nędzę, i bogactwo i być, kim Jesteś a wtedy będę, kim Byłeś ***** Wieczorem jest już bardzo blisko do świtu – jest późny wieczór stulecia zazdroszczę czterdziesty dzień się błąkam nie wiedząc, czy post, czy potop przeżywam Gonię za własnym cieniem spokoju szukam, a oddech przyśpieszam i domy ślepo podglądam w ich poniżeniu w ich jasności grzechu: kobieta za firaną jest nie moją żoną mężczyzna za firaną jest atrapą dziecka – kontrolują cykl biologiczny marzeń stojąc przed kołyską – przed ołtarzem ***** Jestem zwycięzcą – rządy upadły na łoża historii tyrani się gotują – zmieniają powłokę chłopcy na posyłki – aniołowie świtu obwieszczają nasz tryumf więc ludzie się cieszą – zwycięstwo żółcią świateł kipiąc, wylewa się z okien policzki sztandarów zmieniają kolor wstydu tylko bramy w zawiasach jak skrzypiały, tak skrzypią ***** Wieczorem jest już bardzo blisko do świtu – a jednak jutro to czas niespotykany więc korzystam z tego, co jest z ciemnej ulicy by przynajmniej ucho przystawić do Słów i do nut w tej czarnej godzinie „Słuchaj, Jezu, jak Cię błaga lud, Słuchaj, słuchaj, uczyń z nami cud.”
45 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

24 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie