Przejdź do treści

Rozmow V ze ... Sen

O śmierci
Kiedy słodko spałem i coś śniłem czarną panią z kosą zobaczyłem, podeszła cichutko do mojego łóżka i szepnęła słodko mi do uszka, chodź pójdziemy razem pod rękę, mówiąc to ujęła mnie za rękę, Jakąż ona cudowną dłoń miała tą w której swoją kosę trzymała, a uroda,oczy jak dwie gwiazdy co dziś nocą na ziemię spadły, jakże piękne miała swoje lica i wyglądała jak jakaś anielica. Na jej opisie urody się skupiłem i o mało główny wątek zgubiłem. Nie wołaj Emerycie ty doktora bo na ciebie przyszła już ta pora, widzisz nie jestem taka brzydka i jak ty nie będę nigdy Emerytka. Nie wyglądam ja tak strasznie bo każdego gwiazda zgaśnie, chociaż ta perspektywa nie kusi każdy ze mną zmierzyć się musi. Pomyśl,Bóg na ciebie już czeka i na twoje grzechy nie narzeka, w swoich ramionach cię utuli i jak do dziecka powie luli,luli. Niczego wokół już nie będzie, bólu smutku ani tez starości, za to wiele spokoju i miłości, inni też tam przyjdą w gości. Wtem co się ze mną dzieje? Jakże tchu mi coś brakuje! A to moja pani przypadkiem? Na mojej szyji rękę położyła i moje płuca tlenu pozbawiła. Sprawdziłem,uff żyję i żyć muszę, bo kto wam takie banialuki pisał będzie gdy mnie z wami już tutaj nie będzie.
63 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie