Przejdź do treści

pod parasolem

zmokłem jak nigdy wytłumacz nienasyceniem w twoim-moim czasie skąd się biorą dzieci zapytałaś odpowiedziałem że to wcale nie bociany ty i ja pojednaniem a wcześniej czy później i tak jedynie kilka szeptów potem ślina w uchu spełnieniem księżyca_ zachody słońca i kominek czerwony winem spijany żarem prosto z ust smakiem godne siebie melodie to wszystko budowało poniżej pasa nakazem miłowania a jeszcze później zaprzepaszczone wanilie tylko kilka drobnych rozmienionych na grosze chwil za centy dobrych intencji każdy z nas kupił sobie wolność ale przecież nie zawsze można udawać że nigdy nie pada deszcz
51 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie