Przejdź do treści

Obywatele wyklętego miasta

Melancholia
Płynę nad miastem mym, wsłuchując się w muzykę ulicy, chowając swą duszę za dymem z kominów, wciągając przy tym pył węglowy niczym powietrze. Już postanowione, odpocznę tu, raczę rozmową samego siebie. Resztki cegieł pozwalają mi usiąść na sobie. Będzie co podziwiać z tej hałdy. Owszem. Włosy unoszą się wraz z oparami znad Rawy. Czas zapalić świeczkę, za tych odeszli. Tylko za kogo? Za tych co nie żyją lub umierają przez to miejsce? Czy z nas? Błądzący brudnymi ulicami, tej wykorzystanej krainy tysiąca kominów? Nie wiem, nikt nie wie. Władza kąsa się wzajemnie mając nas za zwykłych pariasów. Świeczek też już nie palą, Bóg umarł a świeczki się złamały. Taka kolej losu w mieście gdzie obok szybu kopalnianego, nastoletnie panny oddają się za jeansy właścicielowi Audi A 8. Cóż poradzić. Miasto przeklęte. Obywatele wyklęci. Nienarodzeni rzec można. Róbcie co chcecie, ja jednak zapalę. A gdy umrę to niech spłonę w jednych z tych kopalnianych pieców, znów unosząc się nad tym miastem, z wielkim żarem w mym sercu familokowej cegły.
72 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie