Przejdź do treści

Dyrygencik, czyli jak kto woli, obłęd udzielony

Od siebie
człowiek sierocy opętany demony przeszłości nie drzemią niewyraźnie nocą słychać rżenie koni w psychopatii wariactwo obcego kraju nierealne staje się widzialne na tle gwiazda północy sztorm we łbie na falach trzaska łódź cyklon szarpie banderą żagiel nadspodziewany pęka maszt woda opływa pokład zamiast chleba na stole niepowodzenie okrągły kształt okrągły pół świat, stłuczony na piaszczystej plaży w sarkofagu wielkiej niewiadomej mroku wilgoć klajstruje się do ust, przetłuszczonych rąk jaźń błądzi gdziekolwiek indziej dyrygentem orkiestry postacią tytułową niepodważalną istotą w operze przypisanego dramat w szpitalu za krat auskultuje życie ptaków w głowie wspomnienia, dni których nie było odemknęło się niebo, lecz nie istnieje imaginacja konwertuje chleba w kamienie kieliszek tabletek co strofuje niepojęte zjawiska już dobrze, boją się o mnie nie mam nic przed dyrygentem widownia wciąż muzyka w duszy bywa piękną tylko to pewne ogniowo co zaciska myśli wiem jestem więźniem ego
64 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

5 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie