Przejdź do treści
Zimny skowyt trudem wydostaje się z gardła nieistotne pragnienia znikają Chciałam być twoim oddechem na szybie skraplać się i patrzeć jak nadal wypuszczasz mnie z ust zmieniając palcami kształt Życzyłam sobie być śniegiem na twoim parapecie topnieć i spoglądać jak bardzo mi współczujesz zanosząc do lodówki Pożądałam być twoim krzyżem na ścianie wisieć i słuchać jak wypłakujesz modlitwy rzucając mnie na podłogę Lecz ja jestem tylko podłym brudem pomiędzy szkłem a ościeżnicą w twoim oknie nie weźmiesz mnie do ręki nie zlitujesz się nad wredną chorobą choćby pragnęła urodzić się inaczej Zawołasz zaraz mamę by mnie stąd zabrała śmierdzącą szmatą
103 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 14 lat temu
coś takiego? --no nie
3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie