Przejdź do treści

O płomieniu

Miłosne
Nie lza być wesołym, gdy smutek przytłacza, włochatym ramieniem mą duszę otacza. Wyciąga swe macki i, łapiąc za nogi, kieruje me oczy w stronę podłogi. Gdy kark się ugina i garbią się plecy, coś w środku gaśnie, jak płomień świecy, co żywym ogniem wesoło palony w dymiący knot zostaje zmieniony. Gdy uśmiech zanika, a krzyk duszę klei, jedyna nadzieja jest właśnie w nadziei, że żadna świeca nie traci płomienia, że jedna zapałka tak wiele zmienia. I nawet knotek, ten czarny, zwęglony, może na nowo być rozświetlony. Potrzeba tylko drugiego płomienia, Co wszystko, co złe, w coś dobrego zmienia. Gdy płomień goreje, ogrzewa mi duszę, czuję, że żyję, już się nie duszę. Daje mi ciepło i kocio się łasi, Taki to płomień co smutek gasi.
77 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie