Przejdź do treści

Tam

Dla dzieci
żeby tam dojść trzeba wstrzymać oddech kładę się na wznak zamykam oczy i zaczynam spadać lot jest powolny z przewagą purpury fioletu i granatu na tle oszronionej czerni trafiam w jeden z takich kryształków mam cztery lata jest lipiec na stole w ogrodzie wielka dymiąca misa z młodymi ziemniakami okraszonymi słoniną i waza z zupą z botwiny na siedmiu talerzach po dwa jaja sadzone i siedem kubków z zsiadłym mlekiem wybrzydzam że w ziemniakach są skorki żółtka w glutach a w zupie badyle i wtedy z chałupy wychodzi wilk ryczy idąc na tylnych łapach na pysku ma biały emaliowany lejek a futro przypomina barani serdak dziadka odruchowo zaczynam jeść nie zważając na skorki gluty i badyle przepraszam cię za tego niedźwiedzia nie sądziłem że tak się wystraszysz wita mnie niewinnym uśmiechem stojący cały czas za moimi plecami i wraz ze mną oglądający tę scenę dziadek Stanisław nie próbuję protestować że wg mnie to był wilk
75 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

2 online

Menu

Dodaj wiersz

Zaloguj się lub załóż konto, aby dodać wiersz.

Dodaj wiersz
Twoje konto
Shoutbox
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie