żeś wszechmocny
a jednak zima nie wyszła
deficyt śniegu
słoje drzew przelewa wiatr deszczem
zbyt często noszę parasol
sprzedawca kwiatów bankrut
poleciał za granicę
chleb tam słodszy
sukie...
to tylko martwy czas chłodem otulony
świeczniki drzew wypalone
dzwonek nie dzwoni zdławiony łez deszczem
nawet klucz się przekręcił na bok
ciszą strwożony
pusto
tak...
kochaj więc
jak te ptaki podróżne
wczesne zbyt wczesne by je rozpoznać i późno spotkane by je wypełnić kwiatami
te co do pary jak dźwięki gitary i te samotne jak drzewa
łzawią w oknie
śmiejące się w ocz...
jestem tu szukając jutra
nic moje nie jest na zawsze
ani kwiat ani człowiek ani łut szczęścia
czerwone szpilki i czarny kot Filip też nie
w te miejsca które wymościliśmy chwilami szczęścia...